Dzisiaj jest Środa 21 lutego 2018
tel. 32 332 63 77 e-mail: redakcja@przegladlokalny.eu

Co tydzień jeden pogrzeb

Do Straży Miejskiej trafia coraz więcej zgłoszeń o dymiących się kominach, do naszej redakcji „zadymione” zdjęcia. Sprzeciw narasta, zaczynają sypać się mandaty. Nic dziwnego, skoro przez smog co tydzień w Knurowie jest jeden pogrzeb...
Zanim przeczytasz ten tekst, ktoś w Polsce umrze przez smog. Nawet jeśli przetrwasz, nie masz powodu do radości. Umrze ktoś inny, ale ty, wdychając lotny syf, pożyjesz krócej o 1,5 roku, a jeśli masz pecha, to nawet o 7 lat... Rocznie około 45 tysięcy Polaków umiera z powodu zanieczyszczenia powietrza na choroby układu krążenia – tak ocenia Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Prawie 900 tygodniowo, ponad setka dziennie. 
Są naukowcy, którzy twierdzą, że to zaniżona liczba. Ich zdaniem nawet 55-60 tys. Polaków. Statystycznie smog zabija rok w rok po 45-60 knurowian. Może być gorzej, bo powietrze na Górnym Śląsku, w tym i w Knurowie, nijak się ma do tego w Bieszczadach czy gdzieś na Podlasiu. Są dni, kiedy wyjście na spacer czy przewietrzenie pokoju są i nieprzyjemne, i szkodliwe. Jednocześnie nie brak osób, które – z oszczędności, lenistwa czy też przyzwyczajenia – palą, czym popadnie. 

Na gorącym uczynku
To już nie są przelewki. Tu chodzi o życie. Każdego z nas i naszych bliskich. Nie ma co się krygować - gdy mamy podejrzenia, że są spalane odpady, nie powinniśmy mieć oporów, by powiadomić o tym Straż Miejską (numery tel. 986 lub 32 330 15 59). Kara, jakiej może się spodziewać się sprawca wykroczenia, to pouczenie, mandat do 500 zł, a w przypadku powtarzania się procederu – wniosek do sądu i grzywna do 5 tys. zł. Dużo, ale czy życie i zdrowie nie są tego warte?...
W ubiegłym roku knurowscy strażnicy odebrali 75 zgłoszeń od mieszkańców zaniepokojonych podejrzanym dymem. Skontrolowano 43 kotłownie. W siedmiu przypadkach podejrzenia się potwierdziły –  strażnicy ujawnili pięć wykroczeń, o których mówi art. 191 ustawy o odpadach (kto wbrew przepisom termicznie przekształca odpady poza spalarnią odpadów lub współspalarnią odpadów, podlega karze aresztu albo grzywny). Przyłapani na gorącym uczynku palili płyty meblowe, kartonowe opakowania czy odpady „bio”. 
W trzech przypadkach na palaczy nałożono mandaty, po 300 zł każdy. W pozostałych dwóch skończyło się na pouczeniu. Podczas kontroli strażnicy stwierdzili też, że w dwóch zgłoszonych przypadkach doszło do zanieczyszczania poprzez zadymienie (art. 145 Kodeksu Wykroczeń). „Zadymiarze” zostali pouczeni. 
Warto pamiętać, że spalanie odpadów na przestrzeni otwartej również jest pożywką dla smogu, a zarazem wykroczeniem.  O dziwo, nie wszyscy są tego świadomi. Jak donosił portal www.rybnik.com, gdy w listopadzie w Rybniku pewien 32-latek został przyłapany na spalaniu worków po cemencie,  ten przyznał, że spalił ich około 40, bo... nie wiedział, że nie wolno tego robić. Ta niewiedza kosztowała go 500 zł mandatu. Także knurowscy strażnicy miejscy niejednokrotnie przyłapywali osoby, które na wolnym powietrzu paliły to, czego nie wolno. 
W 2017 roku Straż Miejska w Knurowie zanotowała 29 wykroczeń dotyczących termicznego przekształcania odpadów poza spalarniami. Sześć z nich skończyło się mandatami (ich łączna suma to 1400 zł), 21 – pouczeniami, zaś w dwóch przypadkach skierowano wnioski do sądu. W tym roku przyjęto siedem zgłoszeń. Przeprowadzono dwie kontrole, z których żadna nie potwierdziła podejrzeń. 
Gdy nie wystarcza siła argumentu, trzeba sięgać po argument siły. Wysokie grzywny dla tych, którzy przyczyniają się do smogu, to nie tylko teoria. Sądy ogłaszają kolejne wyroki, które uzmysławiają, że spalanie odpadów może się nie opłacić. Przekonał się o tym krakowianin, który w piecu centralnego ogrzewania palił płytami meblowymi. Sąd Rejonowy w Krakowie zasądził 5 tys. zł kary, a dodatkowo 550 zł na pokrycie kosztów sądowych. Sprawiedliwość dosięgła też mieszkańca Dąbrowy Górniczej, który spalał w kominku ramy okienne i płyty paździerzowe. W grudniu zeszłego roku został ukarany przez sąd grzywną w wysokości 4 tys. zł. To suma, która powinna go zniechęcić do prób ponowienia procederu. 

Grzywna za flot
Kolejne samorządy podejmują systemową walkę ze smogiem, wprowadzając uchwały zaostrzające przepisy. 1 września weszła w życie uchwała Sejmiku Województwa Śląskiego, zakazująca stosowania złej jakości paliw: węgla brunatnego, mułów i flotokoncentratów oraz biomasy stałej o wilgotności powyżej 20 procent. Przepis dotyczy wszystkich użytkowników pieców, kotłów i kominków na paliwo stałe. 
Wkrótce po wprowadzeniu uchwały, bo już w listopadzie zeszłego roku, Sąd Rejonowy w Rybniku wydał pierwszy wyrok za palenie w piecu flotokoncentratów węglowych. Sprawca wykroczenia „wpadł” podczas kontroli rybnickiej Straży Miejskiej. Sąd wymierzył mu karę 500 zł grzywny.
Drugą ważną sprawą wprowadzoną przez nową uchwałę, jest to, że użytkownicy pieców starszych typów będą musieli je wymienić na piece typu 5.  Ile jest na to czasu? Jeśli piec ma ponad 10 lat, trzeba się go pozbyć do 2021 roku. Piece mające od 5 do 10 lat muszą zniknąć do 2023 roku, a młodsze – do końca 2025 roku. Ponieważ do roku 2016 wymiana na kotły trzeciej i czwartej klasy była dofinansowywana, graniczną datę ich obowiązkowej wymiany na klasę piątą wydłuża się do końca roku 2027.

Smog „zjada” dzieci
Szczególnie narażone na smog są dzieci – mały organizm wdycha większą  porcję zanieczyszczeń w stosunku do masy ciała niż osoba dorosła, a układ odpornościowy i organy nie są w pełni rozwinięte. Dzieciaki dłużej przebywają na zewnątrz, częściej też oddychają przez usta, nie filtrując powietrza przez nos. Jak podkreślają eksperci, obcowanie małolatów ze smogiem zwiększa ryzyko wystąpienia u nich w przyszłości przewlekłych chorób układu oddechowego nawet o 30 procent. Najmłodsi oddychają tym samym powietrzem co dorośli, a jednak bardziej im ono zaszkodzi. A to przecież nie one przyczyniają się do powstawania smogu.
Raport „Polskie przedszkola w smogu” przedstawiony w grudniu przez Greenpeace i Fundację #1 daje możliwie pełny obraz problemu. Oficjalne dane ze stacji pomiarowych wchodzących w skład sieci Państwowego Monitoringu Środowiska zostały tu zestawione z mapą przedszkoli zaczerpniętą z bazy ministerstwa edukacji. Autorzy raportu dociekali też, jaki wpływ smog wywiera na zdrowie dzieci poniżej 5. roku życia. Analiza nie przyniosła dobrych wieści. Wynika z niej, że powietrze w pobliżu żadnego polskiego przedszkola nie spełnia norm Światowej Organizacji Zdrowia dla pyłu PM2,5 (ten drobny pył jest wyjątkowo szkodliwy, bardzo szybko dociera z krwioobiegu do narządów wewnętrznych). Co więcej, w otoczeniu aż 62 procent badanych przedszkoli dopuszczalny poziom pyłu PM10 jest przekraczany przez ponad 35 dni w roku, czyli dłużej, niż dopuszczają normy. Najgorzej jest w województwie śląskim w którym aż 93 proc. przedszkoli znajduje się w miejscach, gdzie smog występuje nawet przez 112 dni w roku. Knurowskie przedszkolaki też wdychają PM10 przez 90, a nawet 150 dni w roku, w zależności od lokalizacji placówki. Kto chce dowiedzieć się więcej o smogu w otoczeniu konkretnego przedszkola, może sprawdzić dane na stronie www.uwagasmog.pl, wpisując w wyszukiwarkę adres placówki lub kod pocztowy.

Tylko od góry
Jeśli nie chcemy przyczyniać się do zanieczyszczenia powietrza, pamiętajmy, ze ważne jest nie tylko to, czym palimy, ale i jak to robimy. Ci, którzy palą tradycyjnie, „od dołu” (co ma fatalny wpływ na powietrze), powinni zmienić przyzwyczajenia i przerzucić się na metodę „od góry”. Odczują same plusy – zyskają i w portfelu, i na czasie, a dodatkowo – nie będą dokarmiać „smoga”. 
Górne spalanie polega na tym, że wsypujemy do kotła odpowiednią ilość węgla, na górę wkładamy podpałkę i – rozpalamy. Nie obawiajmy się – ogień nie wygaśnie, lecz po pewnym czasie stopniowo będzie  wędrować coraz niżej. Przy tej metodzie zużycie opału jest o 30 procent niższe niż przy spalaniu „od dołu”, nie trzeba tak często biegać do kotłowni, a i powietrze będzie czystsze.
MiNa
Foto: archiwum

Galeria

wstecz