Jakie są 4-ligowe rozgrywki każdy widzi. Zdarzają się mecze „palce lizać”, bywają też takie, że kibiców „oczy bolą” od oglądania poczynań piłkarzy. Powie ktoś, że tak jest nie tylko na piątym szczeblu rozgrywkowym. I ma rację, bo lepsze i gorsze występy zdarzają się zarówno amatorom, jak i zawodowcom. Tym drugim - przynajmniej teoretycznie - łatwiej jednak wyjść na boisko w sobotę, i w środę, a jak jest potrzeba to i w piątek. Bo skoro są zawodowcami to powinni być przygotowani do gry w każdej chwili. Wszak to dla nich chleb powszedni. 
Co innego amator, który gra w piłkę, bo ją kocha. Pamiętać trzeba, że piłkarz amator kocha też swoją rodzinę i musi jej zapewnić godny byt. Gra w piłkę jest dla niego dodatkiem. Kochanym, ale dodatkiem, a priorytetem dla dorosłego mężczyzny jest praca. Skoro tak, to jak piłkarze amatorzy i kluby, w których tacy zawodnicy występują, poradzą sobie z majowym terminarzem, który nakazuje rozgrywać mecze w środy? Nie w jedną środę, ale w cztery z rzędu. 
Gdyby taki terminarz dotyczył jednej z najlepszych lig w Europie to należałoby powtórzyć za komentatorami z Canal+: siadamy głęboko w fotelach, zapina pasy i startujemy. 
To jednak nie terminarz Premier League, a naszej regionalnej i amatorskiej 4. ligi. Może się zdarzyć, że przed jedną, drugą czy trzecią środą, trener na wieść o tym, że jeden, drugi czy trzeci zawodnik musi iść do pracy, siądzie głęboko w fotelu i...