Dzisiaj jest Poniedziałek 23 kwietnia 2018
tel. 32 332 63 77 e-mail: redakcja@przegladlokalny.eu

Czerwona sukienka i spalony kotlet

Niedawno Aneta Kowalska awansowała do sędziowskiego klubu 1000. To doskonała okazja, by w świątecznej atmosferze porozmawiać z knurowianką nie tylko o spalonym... 

- Tysiąc meczów w roli sędzi robi wrażenie. Czym dla Pani jest przekroczenie tej magicznej liczby występów na zielonej murawie?
- Jest to pewna liczna, jednak dla mnie przede wszystkim wiąże się ona z ogromnym bagażem doświadczeń – tych pozytywnych i tych trudniejszych.

- Pamięta Pani swój debiut?
- Oczywiście. Swoją przygodę sędziowską rozpoczęłam w Podokręgu Rybnik – dokładnie 17 kwietnia 2001 roku. Był to mecz trampkarzy na boisku w Czerwionce-Leszczynach. Pamiętam również moją pierwszą błędną decyzję sędziowską, jaką popełniłam w tym meczu. Zaczęłam przygodę od złej decyzji i niektórzy pewnie by się już zniechęcili, a ja w tym „zawodzie” jestem do dzisiaj.

- Wcześniej był zapewne kurs sędziowski. W jakich okolicznościach doszło do tego, że zdecydowała się Pani w nim uczestniczyć?
- Pomysł z ukończeniem kursu i ogólnie, by spróbować tego fachu wyszedł dość nietypowo. Zrodził się, gdy studiowałam na Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach. Mieliśmy zajęcia z piłki nożnej i trzeba było zaliczyć znajomość z przepisów gry. Egzemplarz przepisów miałam od koleżanki, której ojciec był sędzią i to chyba jego mogę nazwać „ojcem chrzestnym” mojej przygody. Tym sędzią był Artur Daniluk.
Zapisałam się na kurs, zdałam egzamin, otrzymałam uprawnienia sędziowskie, jako sędzia próbny, no i nadszedł czas na wspominany już debiut.

- Ma Pani w swoim CV prowadzenie wielu nietypowych meczów. Mam na myśli m.in. charytatywną konfrontację Gwiazd TVN z Reprezentacją Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Biorąc udział w takim wydarzeniu współpracuje Pani z osobami z pierwszych stron gazet. Kto zrobił na Pani największe wrażenie w czasie ostatniego meczu na stadionie Legii?
- Największe wrażenie zrobiła na mnie sama organizacja tego wydarzenia. Nagrywanie spotów reklamowych, przyjazd do Warszawy i atmosfera na stadionie. Doświadczyłam czegoś nowego – kontakt z kamerą, ze studiem w trakcie transmisji meczu i olbrzymią widownią. Z bliska obserwowałam podejście gwiazd, które traktowały ten mecz bardzo poważnie, co również przełożyło się na pracę całej trójki sędziowskiej. 
Niesamowicie ujęła mnie osoba Filipa Chajzera ze swoim profesjonalnym podejściem do zawodów, mimo meczu charytatywnego i jego osobistej tragedii.

- Do podobnych meczów dochodzi kilka razy w roku, natomiast na co dzień trzeba zmagać się z innymi tematami. Trener Lecha Poznań Nenad Bjelica stwierdził, że VAR to cirkus. Zgadza się Pani z taką opinią na temat Video Assistant Referee?
- Nie miałam okazji prowadzić meczu z VAR-em więc nie mogę stwierdzić, czy jest to „cirkus”, czy pomoc dla sędziego w trudnych sytuacjach. Jak będę miała okazję poprowadzić mecz z tym systemem to chętnie odpowiem konkretniej na to pytanie.

- Zdarzyło się Pani podyktować rzut karny, a następnie zmienić decyzję?
- Tak. 

- Bardziej lubi Pani kolor żółty czy czerwony?
- Jeśli chodzi o Anetę Kowalską to lubię czerwone sukienki, natomiast jeśli chodzi o tematy sędziowskie to chciałabym mieć na boisku jak najmniej sytuacji, po których musiałabym pokazywać oba kolory.

- Jakie mecze są trudniejsze do prowadzenia, te z udziałem kobiet czy mężczyzn. I dlaczego?
- Generalnie wolę prowadzić mecze mężczyzn, gdyż gra jest bardziej przewidywalna i jej „czytanie” jest łatwiejsze. Mecze mężczyzn – gra techniczno-taktyczna jest trochę na wyższym poziomie i koncentracja sędziego jest praktycznie w 100 procentach przez 90 minut. 
W meczach kobiet jest duża różnorodność umiejętności zawodniczek, na przykład w meczu pierwszej drużyny z ostatnią wynik wydaje się być przewidywalny, a co za tym idzie, przy stanie 8:0 koncentracja sędziego może być nie do końca na najwyższym poziomie. To z kolei może sprzyjać większej liczbie popełnianych błędów i tym samym ocena pracy sędziego może być mniej satysfakcjonująca dla wszystkich uczestników takiego meczu. 

- Jest coś takiego, co mimo upływającego czasu wciąż podnosi Pani ciśnienie na boisku?
- Zdecydowanie brak szacunku. 22 panów – nie w każdym meczu oczywiście – próbuje udowodnić, że moje decyzje, prezentowany poziom, moje przygotowanie oraz moja znajomość przepisów gry jest gorsza od zawodników biegających po boisku.

- Zdarzyło się coś w czasie meczu, co wywołało u Pani łzy?
- Jeżeli chodzi o pracę sędziego zawsze podchodzę do meczu profesjonalnie i żadna obraza mojej osoby nigdy w życiu nie doprowadziła mnie do łez.
Była natomiast taka sytuacja w czasie Mistrzostw Domów Dziecka w Gliwicach. Sędziując mecze dzieciom, które biegały po boisku z bardzo dużym zaangażowaniem i z uśmiechem na twarzy, a przy tym z niesamowitą pogodą ducha, miałam świadomość, że mimo tych wszystkich cech nie mają prawdziwych rodzinnych domów przed zbliżającymi się świętami... 

- Czy sędzia może sobie pozwolić na przyjaźń z piłkarzem albo trenerem?
- Oczywiście, ale tak jak powiedziałam wcześniej, moje profesjonalne podejście do zawodów powoduje, że na 90 minut zapominam o znajomościach. 

- Jakiemu klubowi kibicuje Pani na co dzień?
- Mam jedną ulubioną drużynę – w każdym meczu jest nas trzech, a czasem czterech.

- Jakiej drużynie chciałaby Pani poprowadzić mecz?
- Jak to jakiej? Reprezentacji Polski oczywiście. 

- Najlepszy piłkarz, który wystąpił w meczu, jaki Pani sędziowała?
- Wielu piłkarzy wyróżniało się swoimi umiejętnościami, ale specjalnie nikt taki nie utkwił mi w pamięci, natomiast chciałabym poprowadzić mecz, w którym gra Robert Lewandowski. Wśród kobiet wyróżnia się Ewa Pajor. 

- Pani sposób na koncentrację przed meczem to? 
- Staram się odciąć od świata zewnętrznego. Przed meczami szczebla centralnego analizuję składy drużyn, aby mieć świadomość, z kim przyjdzie mi się spotkać na boisku. 
Przed meczem ustalam z asystentkami, na co zwracamy szczególną uwagę i rozmawiamy na temat współpracy.
By mieć czystą głowę i dobre nastawienie, staram się myśleć pozytywnie, włączam motywującą muzykę, przeczytam wcześniej dobrą książkę. Korzystam też z basenu.

- Jakie ma Pani marzenia związane z sędziowaniem?
- Poprowadzenie meczu na Stadionie Narodowym przy pełnych trybunach, albo na równie prestiżowym obiekcie poza granicami kraju. 
Jestem spełniona, ale chciałabym jak najdłużej sędziować na szczeblu centralnym. 
Takim moim skrytym marzeniem jest poprowadzenie meczu mojemu siostrzeńcowi, który zapowiada się na dobrego piłkarza. 

- Ostatnie pytanie brzmi: nigdy nie miała Pani problemów ze spalonym?
- Skłamałabym mówiąc, że nie, ale nie pod kątem, o jaki pan pyta. Parę razy zdarzyło mi się spalić kotlet schabowy (śmiech). 

- Właśnie takiego spalonego miałem na myśli. Dziękuję za rozmowę i życzę świąt bez spalonego...
- Dziękuję i za pośrednictwem Przeglądu Lokalnego składam wszystkim życzenia zdrowych i wesołych Świąt Bożego Narodzenia oraz Szczęśliwego Nowego Roku 2018. A Reprezentacji Polski - mistrzostwa świata.

Rozmawiał Piotr Skorupa / Foto: prywatne

Galeria

wstecz