Dzisiaj jest Wtorek 22 maja 2018
tel. 32 332 63 77 e-mail: redakcja@przegladlokalny.eu

Kto czyta książki...

…żyje podwójnie – uważał Umberto Eco. Tymczasem statystyki mówią o mizerii czytelnictwa w Polce. A przecież czytanie nic nie kosztuje – bezpłatne biblioteki czekają na kolejnych klientów i zmieniają się dla nich, aby sprostać nowym czasom
Podczas służbowego pobytu w USA Lidia Pietrowska, dyrektor Biblioteki Publicznej w Gierałtowicach, była zafascynowana widząc, jak powszechne jest tam czytanie. Książki są wszędzie, biblioteki pełne ludzi, gdzie nie spojrzeć, tam ktoś coś czyta – na skwerkach, w kawiarniach, w autobusach. Może to stąd się bierze otwartość Amerykanów? Może czytanie mogłoby stać się drogą do tego, że i my, w Polsce, staniemy się dla siebie bardziej bliscy. Pani dyrektor mówi z uśmiechem, że wie – to zupełna utopia, ale czasem marzenia się spełniają.
Dawniej czytanie książek było czymś nobilitującym, a jeśli ktoś ich nie czytał, raczej się do tego nie przyznawał. - Kiedy chodziłam do podstawówki, w klasach 1-3 jak ktoś bardzo dobrze czytał, mógł w nagrodę wyjść do biblioteki publicznej i zostać jej czytelnikiem. To było dla dziecka wielkie wyróżnienie – wspomina Lidia Pietrowska.
W czasach PRL książki były, co prawda, bardzo tanie, tyle tylko, że ich… nie było. Księgarnie świeciły pustkami. Najczęściej jedyną szansą na upolowanie poszukiwanej lektury były biblioteki, ale i tu nie było łatwo. – W bibliotekach stało na przykład 30 egzemplarzy „Chłopców z placu broni”. Zupełnie inaczej niż teraz, kiedy kupujemy po 1 egzemplarzu danego tytułu, żeby było urozmaicenie – mówi Brygida Dreślińska, dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej w Knurowie.
Teraz oferta jest bardziej atrakcyjna wydawniczo, a ilość wydawanych tytułów tak wielka, że chyba najbardziej zagorzały czytelnik nie byłby w stanie ich przeczytać. Tymczasem, według danych Biblioteki Narodowej, w 2017 roku aż 62 procent Polaków nie przeczytało ani jednej książki! Czytelnicy bibliotek to dziś elita, która zdecydowanie zawyża średnią statystyczną. Jednak po kryzysie ostatnich lat wraca moda na książki. Pojawiają się nowi amatorzy spędzania czasu przy lekturze, a ci, którzy czytali, robią to nadal, czasem bardziej intensywnie. 

Z pokolenia na pokolenie
- Czytam od szkoły podstawowej – pani Urszula, knurowianka, przyjeżdża do Gierałtowic ze stosem przeczytanych lektur, aby wymienić je na nowe. Lubi mocne historie pisane przez życie, ale i romanse, dla relaksu. – Kiedyś w szkołach prowadziło się dzienniczki lektur. Zawsze dostawałam za to jakieś nagrody. Do dziś je mam. Moi rodzice też bardzo lubili czytać. Ojciec na motorowerze przywoził z biblioteki cały zestaw. Mama mu podbierała, czasami ja brałam to, co mnie interesowało. Teraz moja wnuczka, ta co jest na studiach, dużo czyta, a tej młodszej jakoś nie ciągnie.
Rodzinna tradycja czytania przekazywana z pokolenia na pokolenie jest nie do przecenienia. – Bardzo ważne jest kształtowanie nawyku – przyznaje dyrektor Pietrowska. – Nauczyciele i rodzice powinni się zastanowić, co zrobić, młodzież czytała.
Wedle statystyk najgorzej z czytaniem jest wśród młodzieży w wieku gimnazjalnym. W średnich szkołach jest trochę lepiej – być może to przedmaturalna konieczność się do tego przyczynia. – Ale jest i grupa gimnazjalistów, którzy dużo czytają – zaznacza Lidia Pietrowska. – Przychodzą namiętnie do biblioteki. Klasyka jest nielubiana przez dzieci, więc szukamy mód czytelniczych. 
Zauważalną tendencją jest wzrost liczby najmłodszych klientów bibliotek. – To bardzo pozytywne, bo małe dzieci „rodzą” dorosłych czytelników – podkreśla Brygida Dreślińska. W Miejskim Przedszkolu nr 2 powstał punkt biblioteczny, z którego korzysta 90 procent przedszkolaków, a także dzieci ze żłobka. Rodzicom się podoba, że w wiecznym zagonieniu nie muszą biec do biblioteki, bo ona sama do nich przyszła – niczym biblijna góra do Mahometa.
Przedszkolaki w Gierałtowicach również zapowiadają się na niezłych czytelników. Przychodzą do biblioteki także po to, aby posłuchać audiobooków. Książka przeczytana przez dobrego aktora czy lektora to wspaniała sprawa. W promocji czytania wśród najmłodszych pomagają też różne akcje społeczne, takie jak „Cała Polska Czyta Dzieciom”. 
Wśród dorosłych w Knurowie prym wiodą czytelnicy w wieku 40+, są emeryci, renciści, ale też sporo osób czynnych zawodowo, które jednak znajdują czas na książki. Są i wiekowi stali czytelnicy, którym kondycja nie pozwala już osobiście odwiedzić bibliotekę, więc robią to za nich krewni.

Nie tylko Grey
Co czytają dorośli? W Knurowie niezmiennie często wypożyczane są romanse, a także kryminały, sensacja, thrillery medyczne, podróżnicze. Hitem stała się erotyczna powieść  „Pięćdziesiąt twarzy Greya” i podobne pozycje. 
W Gierałtowicach, oprócz Greya, modna jest literatura szwedzka. Widoczny jest też powrót do autorów polskich, takich jak Gutowska, Adamczyk, Miłoszewski, Twardoch. Ten ostatni szczególnie – bo przecież stąd pochodzi. Jest wypożyczany nie tylko przez młodych – „Morfinę” przeczytał z satysfakcją nawet 80-letni czytelnik.  – Miałam ze Szczepanem Twardochem spotkanie autorskie i byłam zachwycona frekwencją – wspomina dyrektor Pietrowska. – To było na początku jego kariery, po wydaniu „Przemienienia”. Pomyślałam: Ludlum nam urósł – i zaprosiłam go. Jedno z najpiękniejszych spotkań autorskich, bardzo ciekawe, bardzo żywe. 
Czytane są Szwaja, Kalicińska, Rybałtowska. Powodzeniem cieszą się biografie (i to nie tylko popularnych osób), a także poezja. 
Moje rozmówczynie są zgodne: obojętnie co się czyta – niech się czyta. Najważniejsze, by bakcyl czytania się rozprzestrzeniał. Przyjemnie jest patrzeć, jak do biblioteki przychodzą całe rodziny. Młode małżeństwa z dziećmi idące najpierw do działu dorosłych, potem do dziecięcego. To piękne, kiedy czytelnicy znani od dziecka, będąc już dorosłymi, czytają tak samo namiętnie i dużo jak dawniej. Albo gdy ci, którzy mając po 80, 90 lat przychodzą, czytają i dzielą się wrażeniami z lektury. – Jestem im wszystkim wdzięczna. My sami się od nich uczymy – mówi Lidia Pietrowska. 
Bibliotekarz może wiele dostać od czytelnika, ale przede wszystkim jest po to, aby dać coś z siebie – pomóc, doradzić, zachęcić. Jedni czytelnicy wolą sami sobie coś znaleźć, inni chcą, aby mu coś polecić. A bibliotekarz z reguły dobrze zna gust stałych czytelników i doskonale wie, komu jaka lektura sprawi satysfakcję.
– Ten zawód ma zdecydowanie więcej jest blasków niż cieni – przyznaje pani Krystyna, bibliotekarka z Knurowa. – To przyjemna praca,  no i mamy kontakt z czytelnikami. 
- Cieniem jest to, że jak wysyłamy upomnienia, ludzie potrafią czasem nieładnie się zachowywać i zajść nam za skórę – dodaje koleżanka po fachu, pani Danuta. – Ale czytelnicy są jednak z reguły zadowoleni. I bardzo nam zazdroszczą, że pracujemy wśród książek.

Nowe nie tylko na półkach
Nie ma co ukrywać – w ciągu ostatniego ćwierćwiecza świat się zmienił, więc wizerunek biblioteki też musi ulec zmianie. – Nie wystarcza już zwykłe „wypożyczę-oddam”. W świecie, w którym jest tyle biegania, zamieszania, brak czasu i wieczny pośpiech, bibliotekarz musi być kreatywny. Trzeba szukać małych smaczków, które przyciągną ludzi. Na przykład kącik prasy i do tego kawa czy herbata. Bo nie wszystko musi być  w biegu. Od pracowników dużo zależy i od czytelników również, ważna jest ta symbioza.
Innym sposobem na przyciągnięcie czytelników są spotkania autorskie, a dla najmłodszych lekcje biblioteczne, głośne czytanie w szkołach i przedszkolach.
Biblioteka to dziś szeroka platforma poszukiwań, odnajdywania i rozszerzania zainteresowań. Zwłaszcza w małych ośrodkach, jak Gierałtowice, biblioteka jest miejscem spotkań i działań nie tylko ściśle związanych z czytelnictwem. 
- Przystąpiliśmy do Cyfrowego Archiwum Tradycji Lokalnej – mówi Lidia Pietrowska. – Mamy tam swoją podstronę, zbieramy i udostępniamy zdjęcia. Jesteśmy promotorami nie tylko książek, ale też samej gminy i regionu. Kilka lat temu w konkursie Ośrodka Karta zajęliśmy I miejsce za film o historii lokalnej. O wojennych Przyszowicach. To ogromna satysfakcja, że my, mała biblioteka, potrafimy gdzieś zaistnieć. Nasze akcje sprawiają, że ludzie czują się z tą biblioteką bardziej związani. 
Są związani – i czytają. I oby czytali jak najdłużej i jak najwięcej, harlequiny albo Freuda, na papierze, na czytnikach albo uszami – audiobooki. Wtedy biblioteki będą tętnić życiem.

Mirella Napolska

wstecz