Dzisiaj jest Wtorek 22 maja 2018
tel. 32 332 63 77 e-mail: redakcja@przegladlokalny.eu

Master Stanisław

Ma 67 lat, a czuje się jak dwudziestolatek. Pan Stanisław Poręba realizuje swoją rowerową pasję pokonując niemal codziennie kilkugodzinne trasy. W ubiegłym roku przejechał rowerem więcej niż niejeden kierowca samochodem, bo około 20 tysięcy kilometrów.

- Jak i kiedy zaczęła się Pana przygoda z rowerem? Czy wcześniej uprawiał Pan jakiś sport i czy miał Pan jakieś doświadczenie z kolarstwem w młodości? 

- W szkole górniczej trochę się „bawiłem” w lekką atletykę, później już tylko poświęciłem się pracy, a przemieszczałem się głównie samochodem lub pociągiem. Dopiero na emeryturze, do której uprawnienia nabyłem w 1994 roku, spojrzałem na rower. Muszę przyznać, że zainspirował mnie mój syn Bartek, który w tym czasie dużo jeździł, np. jako kibic rowerem wyjeżdżał co roku na metę Tour de Pologne do Karpacza, gdzie przez dekadę wyścig organizowany przez Czesława Langa kończył się na stromym Orlinku. Dlaczego rower? Bo jest ekologiczny, szybszy niż nogi, jedzie tam, gdzie chcę, zatrzymuje się, kiedy chcę i na dodatek nigdy nie marudzi.

- Jak długie dystanse Pan pokonuje w ciągu dnia, czy w ciągu roku?

- Zaczynałem od krótkich dystansów. Początkowo kiedy przejechałem 20 km to byłem w siódmym niebie. Z czasem codzienne dystanse zwiększały się. W 2004 roku uczestniczyłem wraz z grupą cyklistów z Raciborza w sztafecie rowerowej do Watykanu. I właśnie od tego czasu zaczęło się moje „uzależnienie” od roweru. Przejeżdżałem średnio około 10 tys. km rocznie, a łączna liczba kilometrów w mojej karierze to już około 150 tysięcy. Podaję przybliżoną liczbę, ponieważ dopiero od zeszłego roku mam aplikację Endomondo i mam w związku z tym udokumentowany prawie każdy kilometr. Ubiegły rok z pewnością był rekordowy, gdyż miałem już na liczniku około 20 tys. km. Najdłuższy dystans to prawie 230 km w jeden dzień – taką trasę z Knurowa do Cieniawy k. Nowego Sącza pokonałem trzykrotnie.

- Jakie ciekawe trasy Pan odbył i czy ma Pan związane z nimi jakieś wspomnienia? 

- W ubiegłym roku z moim kolegą Włodkiem objechaliśmy Tatry, odwiedziliśmy Przemyśl, a sam zaliczyłem Warszawę, Hel i objeździłem Kujawy, gdyż byłem w sanatorium w Inowrocławiu. Wcześniej, gdy jechaliśmy nad morze i z powrotem, w trakcie jazdy wpadliśmy w huragan przechodzący przez środkową Polskę, musieliśmy skrócić trasę i awaryjnie szukać lokum na noc. Inna nietypowa sytuacja to taka, iż pewien odcinek trasy przejechałem drogą ekspresową, gdzie jak wiadomo ruch rowerowy jest zabroniony. Muszę dodać jednak, iż przejazd ten odbywał się za zgodą Policji, która akurat patrolowała ten rejon.

- Jak pokonywanie takich dystansów wpływa na Pana zdrowie i jak długo zamierza Pan jeździć na rowerze?

- Według mnie jazda na rowerze ma same plusy. Już wcześniej wspominałem o ekologii. Inna kwestia dotyczy zdrowia: bóle kręgosłupa mniej mi dokuczają i pożegnałem się z brzuszkiem, mam nadzieję, że bezpowrotnie. Dodatkowo uregulowałem też sobie ciśnienie tętniczne, nie mówiąc już o wydolności całego organizmu. Nie wszystko jednak wygląda tak pięknie. W tej mojej pasji jest też ból, pot i zmęczenie, a także niejednokrotnie zwątpienie, które można ująć w słowach: „Po co mi to wszystko, może lepiej posiedzieć przy piwie…”. Wszystko to jednak mija na drugi dzień i jadę dalej! Wszystko jest w głowie, rano wstajesz i mówisz sobie, że jedziesz dziś 200 km. Wtedy „tylko” trzeba jeszcze mieć kondycję na te 200 km. Szczerze przyznam, że trochę mnie „martwi” to, że co roku lepiej mi się jeździ. A jak długo jeszcze to potrwa? - Oby jak najdłużej!
Korzystając z okazji, chciałbym na łamach Przeglądu Lokalnego serdecznie pozdrowić wszystkich rowerzystów z Knurowa i z okolicy. Namawiam wszystkich, a szczególnie seniorów - w światku kolarskim nazywanych mastersami - do jazdy na rowerze. Jeśli nie jest to możliwe, to do jakiegokolwiek ruchu, bo to jest samo zdrowie dla osób w naszym wieku. 

Na zakończenie dodajmy, że Pan Stanisław planuje wraz ze swoim kolegą Włodzimierzem  objechać Polskę wzdłuż granic. Jak powiedział, do realizacji tego planu potrzebuje jeszcze trzeciej osoby, tak więc przed Czytelnikami Przeglądu Lokalnego nie lada wyzwanie!

Rozmawiał: Waldemar Jachimowski / Foto: prywatne archiwum


wstecz