Był dobrze zapowiadającym się piłkarzem, ale z każdym sezonem jest coraz bardziej docenianym trenerem. Docenianym i dostrzeganym nie dzięki niezliczonym wywiadom, występom telewizyjnym, wygrywanym plebiscytom, a za pracowitość, za pomysł na drużynę, za osiągane wyniki. I za skromność. 
Ma niespełna 45 lat i 4 awanse. Do trzeciej ligi, do drugiej i dwukrotnie do ekstraklasy. Używając terminologii bokserskiej, raz poszedł za ciosem i po zameldowaniu się z podopiecznymi w ekstraklasie, z marszu awansował do eliminacji Ligi Europy. 
Apetyt rośnie w miarę jedzenia, jednak w jego przypadku bywało tak, że godził się zrobić krok w tył, by za chwilę ponownie wspiąć się na wyższy szczebel. 
Taki już jest. I można zaryzykować stwierdzenie, że takim pozostanie. Nawet, jak poprowadzi zespół do mistrzostwa Polski, zdobędzie Puchar Polski czy zostanie selekcjonerem. Bo tacy ludzie się nie zmieniają. Bo to taka kopia Jerzego Dudka - wielkiego sportowca, który pozostał normalnym człowiekiem. 
O kim mowa? 
O Marcinie Broszu, który tak jak pół roku temu Jerzy Dudek, został Osobowością Podokręgu Zabrze. 
Mały ten nasz Knurów, ale takich i innych sportowców mogą nam inni zazdrościć.