Od kilku dni opada kurz po sylwestrowych tańcach i kolorowych wystrzałach. Oznacza to, że wróciliśmy do codziennych obowiązków. Wielu z nas z nadzieją, że sprawdzą się przynajmniej niektóre życzenia noworoczne.
A propos życzeń. Najwięcej dostali ich chyba ci, którzy są obecni na tak zwanych portalach społecznościowych. Migotające gify, kolorowe jpegi i inne takie. Od najbliższych i znajomych. A nawet od... nieznajomych. 
Jednych takie życzenia cieszą, innych ani ziębią, ani grzeją, a niektórych irytują. I wprawiają w zakłopotanie. 
Zgadzam się ze znajomym Markiem, który w podziękowaniu za lawinę takich serdeczności napisał wprost: (..) To dziwne uczucie dostawać od Was życzenia na portalach społecznościowych, biorąc pod uwagę, że w niektórych przypadkach nie stać Was nawet na zwykłe „cześć” na ulicy. (...)
Na progu tego 2018 roku trzeba chyba się określić. Tak konkretnie. Czy jesteśmy tacy, jak przedstawiamy się w sieci, czy tacy, jak zachowujemy się w realu?
Wiem. W realu trudniej o niektóre gesty. 
Tak, jak po przedświątecznym 0:3 Realu w Gran Derbi...