Dzisiaj jest Piątek 20 października 2017
tel. 32 332 63 77 e-mail: redakcja@przegladlokalny.eu
Foto: "Interwencja"/Polsat

Nie pójdę z dzieckiem na ulicę

Jeszcze do niedawna nad Stanisławem Pachulczakiem i jego niepełnosprawnym synem wisiała groźba eksmisji na bruk. Los zaczął im w końcu sprzyjać, kiedy sprawą zajęło się ministerstwo sprawiedliwości
Przypomnijmy. Stefan Pachulczak, emerytowany górnik z Knurowa, samotnie wychowuje syna z zespołem Downa i niedoczynnością tarczycy. Ratunkiem dla schorowanego Mariusza okazała się być przeprowadzka nad morze. Pan Stefan sprzedał więc mieszkanie w Knurowie i kupił mieszkanie w Świnoujściu. W 2011 roku w obecności notariusza zawarł umowę przedwstępną z deweloperem, a następnie zapłacił mu 198 tys. zł, czyli 98 proc. wartości kupowanego lokalu.
Do sfinalizowania transakcji nigdy nie doszło, bo najpierw deweloper zwlekał z podpisaniem ostatecznej umowy, by w międzyczasie ogłosić upadłość.
Pechem pana Stefana było to, że podpisał umowę w 2011 roku. Wtedy nie obowiązywała jeszcze ustawa deweloperska, dzięki której, w razie upadku dewelopera, całe pieniądze wpłacane przez daną osobę wracają do niej bez podziału na innych wierzycieli. Zgodnie z obowiązującym wówczas prawem syndyk, który przejął budynek, musiałby najpierw sprzedać cały majątek spółki (w tym mieszkanie pana Pachulczaka), by równomiernie podzielić pieniądze pomiędzy wszystkich wierzycieli. Ile ze 198 tys. zł udałoby się odzyskać emerytowi górniczemu?
Mężczyzna jako jedyny nie oddał syndykowi kluczy do mieszkania, postanowił bowiem walczyć do końca. Do orzeczonej przez sąd eksmisji nie doszło, ponieważ syn pana Stefana nie został o niej powiadomiony, a powinien, bo nie jest ubezwłasnowolniony.
Sprawa nabrała tempa, gdy zaczęły o niej mówić media. Wówczas ministerstwo sprawiedliwości obiecało zbadać ją dogłębnie.
Kilka dni temu los w końcu odmienił się dla ojca i syna. Rada wierzycieli złożona z przedstawicieli banku i firm, którym upadły deweloper winien był pieniądze, zgodziła się przenieść akt własności mieszkania na pana Pachulczaka.
Tym sposobem skończyła się gehenna trwająca 6 lat. 
- Mam załamania, stresy. Syn odczuwa, że atmosfera w domu nie jest taka, jaką on by chciał mieć - mówi były knurowianin w rozmowie z "Faktami" TVN. 
Czy ojcu i synowi uda się nadrobić stracony czas?
/pg, MiNa/

Galeria

wstecz