Dzisiaj jest Piątek 18 sierpnia 2017
tel. 32 332 63 77 e-mail: redakcja@przegladlokalny.eu

Woda zmywa ból, wiatr przegania lęk

Islandia, nazywana wyspą ognia i lodu, jest nie z tego świata. Obdarzona surowym pięknem budzi strach i zachwyt zarazem. Kamil Mossakowski przez 25 dni podróżował po islandzkich bezdrożach. I paradoksalnie - to wśród tych z pozoru nieprzyjaznych krajobrazów nauczył się uśmiechać…
Nie jest to wyłącznie opowieść o Islandii. To historia o konfrontacji z własnymi lękami, ze zniechęceniem. To historia o marzeniach – silniejszych niż potrzeba stabilizacji, silniejszych niż głos innych, że może już wystarczy, że teraz czas na „poważne” (czytaj: monotonne) życie. 
Kamil Mossakowski od kilku lat samotnie przemierza na rowerze różne zakątki Europy. 16 czerwca wyruszył na Islandię – wyspę położoną w północnej części Oceanu Atlantyckiego, słynącą w nieprzewidywalnej pogody i 130 wulkanów o nazwach nie do wymówienia. Skąd pomysł na cel?
- Wybieram kraje mało znane, rzadko odwiedzane przez turystów. O Islandii dowiedziałem się w dniu mojego powrotu z wyprawy rowerowej do Estonii. Wraz ze znajomymi świętowaliśmy moją podróż, oglądając mecz mistrzostw Europy w piłce nożnej Polska - Portugalia. Podczas oglądania, ktoś wspomniał o zaskakujących wynikach małego 330-tysięcznego państwa, położonego gdzieś na Oceanie Atlantyckim – wspomina knurowianin. - Po powrocie do domu zacząłem szukać informacji o Islandii. W pierwszej kolejności sprawdziłem, gdzie leży… Obejrzałem zdjęcia, poczytałem o wyspie i już wiedziałem, gdzie za rok wyląduję.

Chwilo trwaj!
Przygotowania do podróży trwały od stycznia – Kamil pracował nad formą fizyczną (ma doświadczenie, bo przez wiele lat grał w Concordii Knurów), ustalał trasy, zbierał sprzęt i fundusze. 16 czerwca wylądował w Keflavik, jedynym międzynarodowym lotnisku na wyspie. 
- Nigdy nie zapomnę tego pierwszego dnia na Islandii. Gdy wyjechałem z terenu lotniska, aż opadła mi szczęka. Było pięknie: lekko zachmurzone niebo, skały, droga oświetlona przez przytłumione słońce. Nie czułem głodu, nie czułem zmęczenia po nieprzespanej nocy. Tylko jechałem przed siebie, ciągle powtarzając: „wow”!
Kamil nie miał dokładnego planu wyprawy, gdzie i którego dnia ma się zatrzymać.  Wiedział, że to pogoda będzie dyktowała warunki. W sumie przejechał prawie 1500 kilometrów. Podróżował przez pustkowia. Świadomie wybierał drogi z dala od cywilizacji, od ludzi. Około godz. 19 zjeżdżał na nocleg i rozbijał namiot. Szukał miejsc z płynącym nieopodal strumykiem – szum wody uspokajał, wyciszał umysł, pozwalał mięśniom odpocząć. Knurowianin ma w sobie niezwykłą siłę, potrafi trudne sytuacje rozbroić poczuciem humoru, wrodzonym dystansem do siebie i świata. Wspomina, że gdy było mu ciężko – śpiewał i rozmawiał sam ze sobą.
- Słowa dodają energii, szczególnie z rana, gdy na zewnątrz pada, wieje i wcale nie ma się ochoty wyjść z ciepłego namiotu i wsiąść na rower. Dlatego ważne jest, aby kontrolować swoje myśli, nieustannie wzbudzać w sobie entuzjazm. Do islandzkich warunków idealnie pasowała piosenka Varius Manx „Ten sen”. Kasia Stankiewicz śpiewa: „woda zmywa ból, wiatr przegania lęk”… Często to sobie nuciłem – śmieje się Kamil. 

Lubię spokój
Piękno zależy od oczu, które patrzą. Kamil jest wyczulony na smaki, zapachy, kolory. Chłonie świat, obserwuje wszystko wokół. Może dlatego woli podróżować samotnie - sam wybiera długość i cel podróży, sam decyduje o jej intensywności. 
- Lubię spokój i dbam o mój wewnętrzny świat – podkreśla. 
Ta wolność wymaga siły, odpowiedzialności i rozwagi. Islandia stawia przed podróżnikami wymagania, zmusza ich do porzucenia wygodnych przyzwyczajeń. Gdy walczysz z wiatrem, który potrafi wiać z prędkością 80 km/h i deszczem wcinającym się pod ubranie, potrzeba dużo siły, aby się nie poddać. 
Knurowianin nie miał potrzeby bicia rekordów – nie skupiał się ilości pokonywanych kilometrów, na szybkości przejazdu. Zależało mu raczej na nieśpiesznej obserwacji świata. Na pewno w takim podróżowaniu pomaga środek lokomocji, który wybrał, czyli rower.
- Rowerem jedziesz powoli, czujesz świat, możesz w każdej chwili się zatrzymać, aby coś zobaczyć, dotknąć – mówi Kamil. – Możesz zawsze skręcić w jakąś dróżkę, wziąć rower na plecy, wejść na górę…
Towarzysze podróży zdarzali się rzadko. Na północy Kamil spotkał Polkę – Karolinę.
- Jechaliśmy razem przez trzy dni. Karolina podjechała do mnie i po firmie na sakwach poznała, że jestem w Polski. Bardzo sympatyczna i ciekawa dziewczyna, wykłada język polski w Serbii – wspomina.
Kamil zakończył podróż 10 lipca. 
- Nie czuję radości, że wyprawa się udała, raczej smutek, że to już koniec. Bardzo brakuje mi Islandii, tej przestrzeni i świeżego powietrza. Tęsknię za mieszkańcami wyspy, za ich życzliwością i uśmiechem. Na Islandii nauczyłem się, że warto się uśmiechać pomimo wszystko. I mam nadzieję, że ta pozytywna energia ze mną zostanie… - uśmiecha się Kamil.

Jak opisać zachwyt?
Piękno uzewnętrznia się na różne sposoby – w ułożeniu chmur na niebie, w szumie strumyka, w gestach ludzkiej dobroci. Kamil snując opowieść o Islandii, próbował opowiedzieć o swoim zachwycie nad krajobrazem i ludźmi tam spotkanymi. Próbował, bo to, co przeżył, to, czego doznał, dostępne jest tylko tym, którzy zdobędą się na podobny wysiłek. Nam, słuchającym jego opowieści pozostaje zazdrość, że nie mamy w sobie takiej odwagi, takiej siły, aby wyruszyć w nieznane i zamiast cudzych dróg, wybrać własną. 
A może mamy?..
Justyna Bajko, foto: Kamil Mossakowski


Kamil o sobie: „Nazywam się Kamil Mossakowski, pochodzę z Knurowa. Od 2012 roku, gdy przychodzi okres urlopowy, biorę swój rower załadowany sakwami i gnam przed siebie do wyznaczonego celu, który najczęściej rodzi mi się w głowie, gdy za oknem leży śnieg, a temperatura nie rozpieszcza.
Każdą wyprawę rowerową organizuję samodzielnie, a gdy przychodzi pierwszy dzień wyprawy, wsiadam na rower i samotnie podróżuję przed siebie. Aktualnie na swoim koncie mam pięć samotnych wypraw rowerowych i wiem, że ta liczba będzie dalej rosnąć”.


Więcej o islandzkiej wyprawie na blogu Kamila  –www.smiale-rowerowanie.pl


Galeria

wstecz