Dzisiaj jest Sobota 18 listopada 2017
tel. 32 332 63 77 e-mail: redakcja@przegladlokalny.eu

Progi z umiarem

- To dobry bat na piratów, powinny być na każdej drodze – nie ma wątpliwości pani Irena. – A daj pani spokój, zawalidrogi pieprzone – irytuje się jej sąsiad. –Wszędzie tego napaćkali, hamulce przez nie rozwaliłem...
Progi zwalniające, za to tętno przyspieszające. Chyba trzeci  - po psich kupach i miejscach parkingowych – temat tak mocno dzielący wypowiadających się. Także knurowian.
- Ograniczenia prędkości ludzie mają daleko gdzieś. Jeżdżą jak szaleni, nie bacząc, że osiedle, strefa zamieszkania, szkoła i małe dzieci... – mówi pani Irena, zdecydowana zwolenniczka montażu progów zwalniających. – Tylko ta przeszkoda przemawia do narwańców. Na własne oczy widziałam, jak czterech takich młodych w aucie za szybko przejechało po progu. Potem dwie godziny stali i klęli, bo im dwie opony pękły.
- Młodzi, to i głupi. Takim to przez dupę do głowy się trafia. Mandaty im przywalić, to zaraz zmądrzeją. Ale dla normalnych kierowców te zawady to istne skaranie boskie – pan Andrzej ma odmienne zdanie. – Upstrzona co druga uliczka. Są nawet tam, gdzie na chłopsku rozum widać, że nie trzeba. 
Sąsiad pani Ireny ma powód, by nie darzyć progów jakąś szczególną atencją.
- Listopad, rok temu, był lekki lodzik na asfalcie. Nacisnąłem na hamulec, koła się zablokowały i zanim zdążyłem zdjąć nogę z pedała, wpakowałem się na próg. Szczęki nie wytrzymały, pięć stówek w plecy.... – macha ręką. – Ale nie o moją szkodę mi chodzi. Generalnie, uważam, za dużo tego. Na dodatek często nie tam, gdzie naprawdę by się przydały.
W polskich realiach progi zwalniające pojawiły się w latach 90. Z miejsca stały się miejskim hitem. Błyskawicznie usiały osiedlowe uliczki. Dekadę temu w Knurowie było ich ponad sto. I ciągle przybywało. 
- Sukcesywnie spływają do urzędu wnioski o montaż kolejnych progów – słyszymy w knurowskim magistracie. – Wszystkie je analizujemy. Jeśli zostają uznane za zasadne, wszczynana jest procedura, której zwieńczeniem jest montaż.
Przepisy jednoznacznie regulują, gdzie mogą być zainstalowane, jak również, gdzie nie wolno tego czynić. Na najważniejszych drogach - autostradach, drogach ekspresowych, krajowych czy wojewódzkich - z pewnością ich nie dostrzeżemy. Tam, gdzie kursuje komunikacja miejska również nie są stosowane. Znaczenie ma też nawierzchnia (wskazana bitumiczna) – na dróżkach szutrowych czy polnych nie są instalowane, bo nie sposób namalować, wymaganych przepisami, przedprogowych linii. Miejsce także jest istotne – m.in. tego typu spowalniaczy nie montuje się na zakrętach.
- Przepisy powinny być dla ludzi. Ja bym kazała zrobić progi przed każdym przejściem na al. Piastów wzdłuż wieżowców – pani Irena nie daje się przekonać, że to droga przelotowa i trasa autobusowa. – Ile kierowcy by na tym stracili? Minutę? Nawet nie, a wypadków na pewno byłoby tam mniej.
Jednak nie wszyscy podzielają takie zdanie. Wiele osób ma mieszane odczucia. I wcale nie kierowcy.
Przed oknem pani Joanny kilka lat temu pojawił się próg spowalniający.
- Życie stało się koszmarem – mówi. – Co kilka, kilkanaście sekund słychać było łomot przejeżdżającego auta. A już nie daj Boże, gdy jakiś dostawczak się trafiał z puszkami w środku – głowa pękała od hałasu, a szkło w szafkach drżało i dźwięczało. 
- W nocy pan okna nie otworzysz, bo spać się nie da ze względu na huk i spaliny. Telewizor też musiał chodzić „na full” – włącza się mąż pani Joanny. – Pół bloku szlag trafiał...
Irytacja nieco opadła, gdy stary, typowy spowalniacz został zastąpiony betonowym „wyniesieniem”. Nieco...
- Przy większym aucie nadal niesie się łomot, nieraz ma się tego serdecznie dość... – dodaje lokator.
- Tak, co drugi z nas chciałby postawić próg, byle tylko nie przed swoim domem – zauważa właściciel jednej z posesji na osiedlu Fińskie Domki. – Mnie jazda „gaz-hamulec, gaz-hamulec” doprowadza do szewskiej pasji. Ledwo wyjadę z chałupy, a już mam nerwy jakbym godzinę w korku stał... 
Być może do takiej techniki jazdy powinni przyzwyczajać się kierowcy, którzy w przyszłości pojadą ul. Klasztorną. Na początku października do Urzędu Miasta wpłynął bowiem wniosek o zabudowę progów zwalniających na tej drodze, opatrzony kilkunastoma podpisami okolicznych mieszkańców. Sygnatariusze pisma oczekują montażu trzech spowalniaczy. W uzasadnieniu przywołują dwa przypadki z ostatnich lat – wypadające z drogi samochody uszkodziły płoty pobliskich posesji.
Jak się dowiedzieliśmy, pismo zostało skierowane do komisji stałych Rady Miasta w celu przeanalizowania sytuacji i wypracowania stanowiska w tej sprawie. Radni przedyskutują sprawę, natomiast kierowcy, których zapytaliśmy o zdanie, dzielą się opinią od razu.
- Trzy progi? Przesada, moim zdaniem wystarczy jeden w tym najbardziej newralgicznym miejscu – uważa pan pod sześćdziesiątkę. Chce zachować anonimowość, bo – jak mówi – mieszka w pobliżu, a nie chce „podpaść” znajomym o odmiennym zdaniu. – Znamy się i szanujemy, po co psuć takie relacje...
- Na 300 metrach trzy progi... Nie trzeba było dziur łatać, na jedno by wyszło – z przekąsem komentuje Tomasz. Trzydziestoparolatek zatrzymał się przed apteką. – Piratów trzeba temperować, to racja, ale tak, by nie doskwierać całej reszcie normalnych kierowców.
Pani z kilkoma opakowaniami tabletek w ręce nie do końca podziela głos mężczyzn.
- Czasem cel uświęca środki – mówi. – Ja bym postawiła i pięć, a potem – gdy się nauczą jeździć – ujmowała po jednym.
Cel zbożny, ale życie pokazuje, że bywa różnie. W kraju kierowcy często dają sobie radę z progami. W tych starego typu nieraz znikają fragmenty. Akurat te co idealnie pasują pod rozstaw kół auta. Albo całe połówki – widać potem samochody jadące „slalomem” po osiedlach. Desperacja kierowców w odpowiedzi na przesadę? Życie udowadnia, że we wszystkim wskazany jest umiar...
/bw/


Ostatnia droga... z podskokami
Swego czasu progi były zamontowane na trakcie prowadzącym z kościoła pod wezwaniem Matki Bożej Częstochowskiej do ul. 1 Maja. Zostały zlikwidowane, ponieważ maszerują tamtędy kondukty pogrzebowe, a każdy najazd karawanu na prób spowalniający powodował podskakiwanie trumny, co urągało powadze chwili... Z nafaszerowanej progami ul. Mieszka I (po której jedzie żałobny kondukt) część spowalniaczy również ubyła, pozostałe przebudowano, zmniejszając dolegliwość problemu...


Teściowa w progu
Progi budzą skrajne emocje. Trafiły nawet na forum Rady Miasta Knurów, o czym pisaliśmy przed 13 laty. 
Spowalniacze to sprawdzony sposób na powściągnięcie zapędów naśladowców kierowców-rajdowców, gnających w te pędy po osiedlowych uliczkach. Szkopuł w tym, że niektórzy mieszkańcy zwracają uwagę, że być może w pewnych miejscach stawiane są nazbyt ochoczo i niepotrzebnie. W dyskusji, w której ścierały się różne opinie, przywołano koncepcję mówiącą o zainstalowaniu w kolejnych latach kolejnych progów. Zamysł ten z humorem skomentował prezydent Adam Rams: - Proszę o ponowne przeanalizowanie koncepcji montowania progów na terenie miasta. Przewiduje ona zabudowanie jeszcze blisko 100 progów. Boję się, że sprowadzimy sprawę do absurdu. Apeluję, abyśmy w tym zapale nie zatracili zdrowego rozsądku. Radość płynąca z tych progów jest radością udawaną i przypomina podróż poślubną w towarzystwie teściowej...
Not. bw




Galeria

wstecz