Dzisiaj jest Poniedziałek 23 kwietnia 2018
tel. 32 332 63 77 e-mail: redakcja@przegladlokalny.eu

Cecilienthal zamiast Szczygłowic? Mało brakło...

Ponad 100 lat temu gorliwy sołtys Szczygłowic tak się zapędził w antypolskiej aktywności, że wystosował telegram do córki cesarza Cecylii Hohenzollern, prosząc by wyraziła zgodę na przemianowanie Szczygłowic na Cecilienthal. Na szczęście cesarzówna nie podzieliła jego zapału...
W dziejach Górnego Śląska i Knurowa nie brak trudnych okresów. Z pewnością taką próbą wytrwałości był czas wzmożonej germanizacji.
Nasilenie działalności germanizacyjnej na Śląsku rozpoczęło się po wojnie prusko-francuskiej (1870 /1871), gdy kanclerzem Rzeszy został Otto von Bismarck. W 1872 roku ze szkół usunięto język polski. Do antypolskiej akcji wciągnięto kościół, sądy, administrację i wojsko. Mnożyły się 

„chrzty pruskie”
podczas których zmieniano imiona i nazwiska polskie na niemieckie. 
W spisie knurowskich rolników z II połowy XIX wieku znajdziemy polskojęzyczne nazwiska: Bismor, Magnor, Przybyła, Dyrbuś, Lenża, Szendzielorz (Szędzielorz), Orłowski, Golec. 143 rodziny w Knurowie w 1864 roku (wg „Topographisches Handbuch von Oberschliesen” Feliksa Triesta) i 39 rodzin z pobliskiego Krywałdu w 1855 roku nie figurują jeszcze w wersji niemieckojęzycznej. 
Badania geologiczne wykazały, że w Knurowie znajdują się bogate złoża węgla kamiennego. Skarb państwa pruskiego po pertraktacjach z Gwidonem Frenzlem kupił pola górnicze. Niebawem przystąpiono do budowy kopalni. 
Ponad ćwierć wieku wcześniej nowoczesny przemysł pojawił się w Krywałdzie. To za sprawą prochowni uruchomionej w 1876 roku przez reńsko-westfalską spółkę. W 1878 roku kupiła ją Paulina Güttler, by w 1896 roku odsprzedać Górnośląskiej Spółce Akcyjnej (Oberschlesische Actiengesellschaft). Przemysł na Górnym Śląsku zdominowany był przez pruskie spółki akcyjne lub pruskich właścicieli – rekinów finansjery. Dyrektorami w knurowskiej kopalni i krywałdzkiej prochowni byli również (do 1922 roku) Niemcy. Także wyżsi urzędnicy (jak np. dr Georg Ponndorf z fabryce prochu) byli obywatelami Rzeszy Niemieckiej. Załoga zazwyczaj rekrutowała się w przeważającej części z miejscowej ludności. 
Germanizacja jeszcze bardziej wzmogła się na przełomie wieków XIX i XX. 
W tym czasie kanclerzem II Rzeszy i premierem Prus był Berhard von Bülow (1900-1909), potem zastąpił go Theobald von Bethmann-Hollweg (1909-1917). 
Śląskie miejscowości były częścią Cesarstwa Niemieckiego. W wielu miastach stacjonowały garnizony wojskowe – m.in. we Wrocławiu, Głogowie, Nysie i Gliwicach. Państwo pruskie posiadało pod bronią 320-tysięczną sprawną armię. W każdej chwili mogli ją też zasilić rezerwiści.
Za kanclerza Bülowa zastosowano kolejne metody wobec polskojęzycznych mieszkańców Śląska. Na mocy ustawy o stowarzyszeniach i zebraniach zabroniono używania języka polskiego na publicznych zebraniach. Dlatego też w Knurowie pracownicy zatrudnieni w nowo wybudowanej kopalni nie mogli mieć polskiej organizacji. Powołano jedynie Związek Socjalistów Niemieckich. W 1904 roku w Knurowie utworzono niemiecką ochronkę dla dzieci w wieku przedszkolnym. W 1906 roku funkcjonowała organizacja, której celem było popieranie niemczyzny – Förderung des Deutschtums. Organ prasowy „Volksbildungsverein” dotowano kwotą 500 marek/rocznie, a gazetę „Knurower Jugendvehr” – 300 markami (w 1917 roku). 
To także za kanclerza Bülowa przemianowano Przyszowice na Preiswitz, Kamień na Stein. Gorliwy sołtys Szczygłowic – Schalla – wystosował telegram do córki cesarza Cecylii Hohenzollern, prosząc by wyraziła zgodę na przemianowanie Szczygłowic na Cecilienthal. Jednak bezskutecznie... Informację o tym zamieścił „Katolik” (nr 113 z 1905 roku).
Od 1903 roku zaczęto stosować tak zwane

 ostmarkenzulagi
czyli dodatki dla wyróżniających się germanizatorów. Wśród tych, którzy w tym względzie się wykazali był landrat (starosta) rybnicki Lentz (administracyjnie Knurów należał do powiatu rybnickiego). „Katolik” z 1904 roku (nr 140) przywołuje jego słowa: „Na jednym polu pracy wszyscy są zgodni, gdy chodzi o obronę niemczyzny i o popieranie niemczyzny oraz odwrócenie od ludu wrogich umiłowań).
Na początku XX stulecia władze pruskie objęły indeksem polskie pieśni patriotyczne i religijne. Dławiono przejawy polskiego życia kulturalno-oświatowego ścigając sądownie przede wszystkim dyrygentów chórów. Doświadczył tego m.in. dyrygent z Knurowa, Leon Poniecki, który został skazany na zapłatę 4 marek kary za popularyzowanie polskich pieśni  (pisała o tym „Gazeta Robnicza” w numerze 131 z 1910 roku). 
Generalna prokuratura zarządziła konfiskatę na terenie Górnego Śląska dzieł Adama Mickiewicza i Zygmunta Krasińskiego. Polskojęzyczne książki i śpiewniki kościelne sprowadzane były z zaboru austriackiego, drukowane w oficynach lwowskich bądź krakowskich. Nawet pocztówki, na których uwidoczniono drewniany kościół św. Wawrzyńca czy knurowską kopalnię, były wydawnictwami niemieckojęzycznymi. Nie stroniono od oddziaływania ekonomicznego.
W Knurowie za czasów kanclerza Bülowa ówczesne władze oświatowe były zainteresowane... bylejakością nauczania dzieci knurowian. Rozmaite były tego przejawy, m.in. rodzice wytykali pruskim władzom ciasnotę klas, brak ubikacji, a nawet gnojówkę pod oknem szkoły. Irytację budził przeciągający się, ponaddziesięcioletni, brak zgody na budowę nowej szkoły. Nie najlepiej w pamięci wówczas żyjących zapisał się nauczyciel-rektor Heinrich Gottfred (1912-1922) z Prudnika, który – jak podejrzewano – został „narzucony” do Knurowa przez pruskie władze oświatowe. Nie bez znaczenia była też twarda niemiecka postawa kolejnych rybnickich landratów/starostów, lojalnie wypełniających pruską polityką germanizacyjną (wśród nich np. Hans Lukaschek). 

Sytuacja zmieniła się 
z wybuchem I wojny światowej. Górny Śląsk traktowany był jako wschodnia rubież ziemi pruskiej. Mieszkańców wcielano do pruskiej armii – w przeważającej części walczyli na froncie zachodnim, niewielka liczba w Afryce (Cesarstwo Niemieckie posiadało tam kolonie). Od 1916 roku z wielu parafii zarekwirowano dzwony, by przetopić je na armatnie kule. 
Jaki był końcowy rezultat antypolskiej polityki władz pruskich na przełomie XIX/XX wieków na Górnym Śląsku? Z pewnością odcisnęła pewne piętno, ale dała wyników, których oczekiwano. Napór germanizacji zrodził bowiem powszechny opór społeczny. Pod tym naporem „(...) chłop z wiernego poddanego pruskiej korony przedzierżgnął w polskiego patriotę, a robotnik przemysłowy stał się człowiekiem o własnej odrębnej świadomości klasowej” (J. Feldman: Problem polsko niemiecki w dziejach, Katowice 1946). 
Świadczą też o tym bismarckowskie sprawozdania. Ziemia Rybnicka była – wg niemieckich urzędowych danych – zdecydowanie propolska. Ostoją polskości i poczucia narodowego na terenie Knurowa (jak też całej Ziemi Rybnickiej) stały się liczne organizacje, stowarzyszenia, koła, chóry, zespoły teatralne. Mieszkańcy spontanicznie zrzeszali się, czytali polskie książki, uczyli polskich pieśni, odgrywali narodowe sztuki teatralne, utrwalając znajomość języka polskiego i pielęgnując polskość. W pobliskich Gierałtowicach złotymi zgłoskami zapisało się kółko Filaretów, którego członkowie zajmowali się literaturą polską. W budzeniu i podtrzymywaniu poczucia narodowego ważną rolę odegrało czytelnictwo. Założone w 1880 roku w Poznaniu (zabór pruski) Towarzystwo Czytelni Ludowych działało także w powiecie rybnickim, w tym i w Knurowie. Powstawały liczne biblioteki. Książki sprowadzano, często z narażeniem życia, z innych regionów, najwięcej z Krakowa. Wypożyczano je bezpłatnie. Bibliotekarze pracowali bezinteresownie, mocno ryzykując rewizje ze strony pruskiej policji. 
Zewnętrznym przejawem poczucia łączności Górnego Śląska z resztą ziem polskich były wycieczki (głównie do Krakowa – wówczas pod zaborem austriackim) i pielgrzymki (zwykle do Częstochowy – pod zaborem rosyjskim). 
Podsumowując: mimo szeroko zakrojonej akcji germanizacyjnej mieszkańcy Knurowa nie wyzbyli się polskości...

Maria Grzelewska

Fragment mapy sporządzonej w połowie XVIII wieku przez Christiana Friedricha von Wrede publikujemy dzięki uprzejmości Romana Copa



wstecz