Dzisiaj jest Wtorek 23 stycznia 2018
tel. 32 332 63 77 e-mail: redakcja@przegladlokalny.eu

Życie w rozsypce

Gdyby u pana Makarego wszystko układało się jak jego ulubione puzzle, nie musiałby opuszczać mieszkania przy ul. Poniatowskiego... 
Zapraszam Przegląd Lokalny, aby sobie zobaczył jak weteran pracy i żołnierz (68 r.) mieszka. Może zdjęcia fajne będą. Podobnie mieszka wielu ludzi. Mam 71 lat i jestem inwalidą - tymi słowami pan Makary z ul. Poniatowskiego (prawdziwe imię i nazwisko do wiadomości redakcji) kończy list do naszej redakcji, utyskując w nim wcześniej na bierność Miejskiego Zespołu Gospodarki Lokalowej i Administracji.
Knurowianin skarży się m.in. na brak oświetlenia na klatce schodowej, przeciekające od 5 lat pomieszczenie na węgiel, niesprawny piec i podłogę z płyty paździerzowej.
Kiedy udajemy się pod wskazany w piśmie adres, naszą uwagę zwracają patriotyczny mural "Bóg, Honor, Ojczyzna" i obrazy w przedsionku ułożone z puzzli. Pana Makarego nie zastajemy.
- Spóźniliście się o kilka dni - mówi sąsiad z parteru. - W końcu go eksmitowali.
W końcu? Inwalidę? Na dodatek w trakcie okresu ochronnego?
Elementy tej układanki powoli zaczynają układać się w całość, gdy sąsiad opowiada o gehennie, jaką przeżywał przez ostatnie lata. W obawie o własne bezpieczeństwo zamontował na poddaszu czujniki dymu. Dziś już nie ma po nich śladu - podobnie jak lampa z klatki schodowej zostały skradzione i sprzedane. Prawdopodobnie w skupie złomu wylądowały też drzwiczki z pieca kaflowego, co i tak nie przeszkadzało panu Makaremu w dogrzewaniu mieszkania.
- Nie dość, że zrobił u siebie melinę, to jeszcze nam życie zatruwał - wyznaje sąsiad, pokazując palcami, jak duże były insekty biegające w przedsionku domu.
W ubikacji na półpiętrze muszla dawno przebrała miarę. Równie szybko wyczerpała się cierpliwość do ekscesów kłopotliwego lokatora.
W końcu pracownicy MZGLiA w asyście strażników miejskich komisyjnie weszli do mieszkania przy ul. Poniatowskiego. Oględziny lokalu wykazały, że pan Makary w dalszym ciągu korzystał z niego niezgodnie z jego przeznaczeniem. Ponadto notorycznie zanieczyszczał pomieszczenia wspólne, klatkę schodową oraz podwórze, załatwiając tam potrzeby fizjologiczne.
- Lokal został doprowadzony do takiego stanu, że absolutnie nie nadaje się do zamieszkania - słyszymy od dyrektora MZGLiA, Mieczysława Kobylca. - Dlatego zabezpieczyliśmy go i umieściliśmy na drzwiach informację o komisyjnym zamknięciu.
Dyrektor tłumaczy tę decyzję troską o bezpieczeństwo wszystkich mieszkańców domu przy ul. Poniatowskiego, zwracając uwagę na konieczność przeprowadzenia po opróżnieniu mieszkania dezynfekcji i dezynsekcji.
- Przykro mi, ale aktualnie nie dysponuję lokalem, do którego mógłby teraz trafić ten pan - tłumaczy dyrektor. - Dodam, że już raz, gdy groziła mu eksmisja na bruk z mieszkania spółdzielczego, poszliśmy mu na rękę, zapewniając lokal tymczasowy. Nie skorzystał z tej szansy. Przestał płacić, a  zaczął dewastować. Sam sobie eksmisję zrobił...
Istotnym elementem tej układanki jest fakt, że przez przyzwoitą emeryturę pan Makary nie może się starać o lokal socjalny.
Co się z nim teraz dzieje?
- Pan zgodził się przeznaczać część swoich świadczeń emerytalnych na pobyt w ośrodku w Niewieszu - odpowiada dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Knurowie, Małgorzata Cisek-Sopel.
Czy wytrwa w tym postanowieniu i będzie potrafił zrezygnować z alkoholu? Nie wiadomo. 
Jeszcze nie tak dawno knurowianin wiódł spokojne życie emeryta, imponował erudycją i elokwencją. W opinii dyrekcji MOPS był człowiekiem godnym zaufania, na którego można było liczyć, dlatego też przez pewien czas zasiadał w radzie Dziennego Domu Pomocy Społecznej. 
Nagle coś przestało się układać. Pan Makary wymienił towarzystwo spokojnych rówieśników na awanturujących się pijaczków. Zdaniem naszych rozmówców z dnia na dzień wszelkie zasady przestały mieć dla niego znaczenie. W zależności od sytuacji i rozmówcy raz „był” członkiem Polskiego Państwa Podziemnego, innym razem żołnierzem, o którym rzekomo rozpisuje się Instytut Pamięci Narodowej. 
Pismo do naszej redakcji z prośbą o interwencję w sprawie "weterana pracy i żołnierza (68 r.)" było prawdopodobnie jedną z prób utrzymania jego status quo na ul. Poniatowskiego.
Brakującym elementem tej historii jest komentarz samego zainteresowanego, z którym obecnie nie sposób się skontaktować.
Paweł Gradek, foto: arch. MZGLiA 

Galeria

wstecz