Dzisiaj jest Wtorek 23 stycznia 2018
tel. 32 332 63 77 e-mail: redakcja@przegladlokalny.eu

Pot, łzy i satysfakcja

- Na badaniach okresowych pod koniec liceum lekarz powiedział mi, że mam ręce położnej. Nie wzięłam tego na serio, trochę się śmiałam – mówi Marzena Langner-Pawliczek, położna z knurowskiego szpitala, biorąca udział w ogólnopolskim plebiscycie „Położna na medal 2017”. Do końca roku można na nią głosować pod adresem: www.poloznanamedal2017.pl/profil/113-marzena-langner-pawliczek
Mirella Napolska: - Pojawienie się nowego człowieka to wyjątkowa sprawa. Mówi się – cud narodzin. Z drugiej strony to ból, pot, emocje. Czuwając od tylu lat  przy rodzących kobietach co pani widzi wyraźniej – cud czy trud?
Marzena Langner-Pawliczek: - Te światy się zlewają. Dziś pacjentki są z reguły przygotowane, wiedzą, czego chcą.  Na szczęście z reguły chcą też z nami współpracować. My tu balansujemy na granicy psychologii. Pacjentki są różne, trzeba umieć je wyczuć. Jedne są raczej zamknięte, inne bardziej otwarte. Jest super, gdy uda się nawiązać dobrą relację z pacjentką, bo wtedy wszystko zupełnie inaczej wychodzi. 
- Jaka ta relacja powinna być? Czy położna to raczej przyjaciółka, czy szefowa?
- Szefowa – nie. Przyjaciółka? Nie wiem. Wtedy może być „za dobrze”. Pacjentka zżyta z położną może próbować nią rządzić. W porządku – dopóki nic się złego nie dzieje, kobieta może kierować swoim porodem. Pozwalam pacjentkom na wiele, o ile dla niej i jej dziecka nie ma żadnego zagrożenia.
- Rodząc trzecie dziecko kobieta może już chyba czuć się pewnie. 
- Ja bym się nie czuła za pewnie. Nie ma tu żadnej reguły. Czasem kolejne porody okazują się dużo trudniejsze niż te pierwsze. Bywa też, wbrew pozorom, że mniejsze dzieci rodzą się dużo trudniej niż duże. Owszem, są standardy, ale trzeba być gotowym i otwartym na różne scenariusze. Praktycznie przy każdym porodzie mam ziarno niepewności, jakiś rodzaj stresu, mniej lub bardziej pozytywny.
- Wiadomo, że musi być napięcie, ale potem z reguły jest happy end. Praca daje pani satysfakcję?
- Ach, pewnie! Nawet dzisiaj: dostałam smsa od pacjentki, z którą rodziłam dwójkę dzieci. Jej córka ma urodziny, kończy 15 lat, a ta mama dziękuje mi za fachową pomoc przy porodzie. Bardzo się wzruszyłam, bo przecież minęło tyle lat i mało kto pamięta takie rzeczy. Dostaje się smsy na święta, urodziny, imieniny. Kobiety wysyłają mi zdjęcia, bym mogła zobaczyć, jak dziecko się rozwija. Maluch urodzony latem – na śniegu. Albo – nurkowanie niemowlaka w basenie. Niedawno miałam telefon od pacjentki, której porody odbierałam. Pytam, co tam u niej i słyszę, że jest w ciąży i że mam nie brać urlopu na czerwiec, bo ona wtedy rodzi. To wszystko są bardzo miłe chwile. Takich ludzi się pamięta przez całe życie.
- Swoją położną też się pamięta – przecież odegrała ogromną rolę w arcyważnym wydarzeniu.
- Niekoniecznie. Szczerze mówiąc, mam wrażenie, że położne bywają trochę niedoceniane. Częściej  pacjentki pamiętają obecność lekarza przy porodzie niż położnej, która prowadzi poród czasami nawet przez kilkanaście godzin. 
- Czego pacjentki oczekujące na poród obawiają się najbardziej? 
- Bólu boi się prawie każdy. Jednak dziś są różne sposoby jego łagodzenia. W dodatku to jest ból w dobrej sprawie. Tłumaczę pacjentkom, że ten ból się przecież skończy – urodzi się dziecko i będzie pociecha na całe życie. A na przykład osoby przewlekle chore cierpią całymi dniami, miesiącami i w perspektywie nie ma niczego lepszego. 
- Jest pani entuzjastką znieczulenia przy porodzie?
- Jestem entuzjastką wszystkiego, ale pod warunkiem, że to jest wyważone. Zawsze powtarzam pacjentkom, że ich komfort psychiczny nie może przewyższać dobra dzieci. Znieczulenie zewnątrzoponowe jest coraz bardziej popularną metoda łagodzenia bólu i coraz bardziej dostępną. Jeżeli mamy takie możliwości, a pacjentka taką potrzebę, to można z tego skorzystać.
- Dużo się też dziś mówi o cesarskich cięciach. Czy pacjentki często o nie pytają?  
- Nie ma w Polsce cięć cesarskich na życzenie, muszą być do tego specjalne wskazania. Jeśli musi być zrobione, to jak najbardziej. Ale jeśli można uniknąć tej operacji, to warto. Chylę czoła przed pacjentkami, które miały wcześniej cięcia cesarskie i przy następnym porodzie próbują rodzić siłami natury. To jest możliwe, jeśli cięcie było ze względu na dziecko, a nie na ciężarną. I coraz częściej lekarze do tego zachęcają. Teraz bezpieczeństwo naturalnego porodu po cięciu jest dużo wyższe niż przed laty. Jednak ilość cięć cesarskich rośnie. Obawiam się nawet, że wobec tego w pewnym momencie zawód położnej umrze. Nie będziemy do niczego potrzebne. Bo naszą domeną jest prowadzenie porodu.
- Ale to chyba niemożliwe, aby sto procent kobiet chciało cesarskiego cięcia.
- Boję się, że lista wskazań do cięcia będzie się sztucznie rozrastać. Poza tym przykład dają celebrytki, rodzące przez cesarki, bo przecież pot im nie może spływać po czole... Cięcie, jak każda operacja, też niesie ryzyko powikłań. Podobnie rzecz się ma z karmieniem piersią. Jeśli się nie udaje, to trudno, nie ma się co załamywać, trzeba dziecku dać sztuczne mleko. Dobrze, że jest taka możliwość. Jednak są też matki, które mogą karmić, ale odcinają się od tego, nie chcą. Tymczasem relacje z dziećmi matek, które długo karmią naturalnie i tych, które nie, są różne. Trzeba podjąć próby, by móc sobie potem powiedzieć, że zrobiłam w tej sprawie wszystko, co mogłam.
- Jak to się stało, że wybrała pani ten zawód?
- Nie wiem do końca, jak to było. Na badaniach okresowych pod koniec liceum lekarz powiedział mi, że mam ręce położnej. Nie wzięłam tego na serio, trochę się śmiałam. Nie wiedziałam wtedy, czym to się je. Wtedy położna to był bardzo schowany zawód, mało kto miał z nim kontakt – na odwiedziny do szpitala się nie wchodziło, dzidziusia pokazywało się przez szybkę. Dawniej wiele dzieci rodziło się w domu, we wsi była akuszerka. Wybierając ten zawód, dziewczyny nie bardzo wiedziały, w co się ładują. Po maturze się miotałam. Chciałam być protetykiem, ale nawet nie złożyłam papierów, bo miejsca w szkole w Zabrzu były już przydzielone. Od koleżanki dowiedziałam się o szkole w Wodzisławiu. Pomyślałyśmy – pojedziemy, zobaczymy. Po szkole wybrałam Knurów i tak sentymentalnie trwam tu już 29. rok. 
- Ile porodów pani odebrała?
- Liczyliśmy kilkakrotnie, ale nie da się tego dokładnie określić. Na pewno około tysiąca.
- A pamięta pani pierwszy poród samodzielnie odebrany?
- To było jeszcze w szkole, na praktykach. Położna była obok, ale wszystko robiło się samodzielnie. Nie pamiętam już tego dokładnie. Pamiętam za to słowa lekarza, który wręczał nam dyplomy: oceny macie, jakie macie, a jakimi fachowcami jesteście, okaże się w pracy. Bardzo mi się te słowa podobały.
- Jaka nagroda czeka osoby, które wybiorą zawód położnej?
- Satysfakcja gwarantowana! Jeżeli wszystko jest dobrze, droga przez łzy, płacz i pot – po satysfakcję. Jak się urodzi różowe, zdrowe dziecko, to jest cudnie. Choć zdarzają się też sytuacje, po których trudno się człowiekowi pozbierać. Przez wiele lat zdarzyło mi się takich kilka. Pamiętam je do dziś. Przypadki rzadkie, opisane w książkach jako jeden na ileś tysięcy. I tę kobietę się pamięta, choćby nie wiem co. Ze szczegółami. Trzeba umieć to unieść.
- Jakie cechy powinna mieć dobra położna?
- Na pewno dużo cierpliwości. Trzeba do wszystkiego spokojnie podchodzić. Nawet jak pacjentka wiele razy zadaje to samo pytanie, należy jej odpowiadać, bo widocznie ona tego potrzebuje. Położna musi być kontaktowa, a także asertywna, zdecydowanie - chociaż ja się tego ciągle jeszcze nie nauczyłam. Przydaje się też trochę aktorstwa i psychologii. Przy tym wszystkim jesteśmy tylko ludźmi. Czasami może się nie uśmiechamy tak szeroko, jak by tego chciała pacjentka. Bywa, że jesteśmy zmęczone albo nas coś gryzie. Nie da się przecież wszystkich emocji zostawić przed bramą. 
Rozmawiała Mirella Napolska

Głosujmy na knurowską położną
Jeszcze do końca grudnia można oddawać głosy w ogólnopolskim plebiscycie „Położna na medal 2017”. Marzena Langner-Pawliczek z Oddziału Położniczo-Ginekologicznego Szpitala w Knurowie sp. z o.o. jest w konkursowej czołówce. Pani Marzena pracuje w knurowskiej placówce od 1989 roku. Pacjentki cenią ją za kompetencję, empatię i zaangażowanie. Zachęcamy do głosowania na Marzena Langner-Pawliczek – oto adres internetowy: www.poloznanamedal2017.pl/profil/113-marzena-langner-pawliczek

Galeria

wstecz