Dzisiaj jest Środa 21 lutego 2018
tel. 32 332 63 77 e-mail: redakcja@przegladlokalny.eu

Pora wziąć się w garść

To, co inspektorzy Miejskiego Zespołu Gospodarki Lokalowej i Administracji zastali w mieszkaniu przy ul. Prusa, przerosło ich oczekiwania...
Stan prawie 75-metrowego lokalu, mieszczącego się vis-a-vis sklepu Lidl, pewnie nadal byłby zagadką dla MZGLiA, gdyby jego użytkownik zgodził się na przegląd instalacji kominowej. Nikt jednak nie otworzył drzwi kominiarzowi, a to skłoniło inspektorów do bliższego przyjrzenia się mieszkaniu.
- Zastanawiające było to, że w lokalu nigdy nie paliło się światło, mimo że użytkownik płacił za prąd - mówi inspektor MZGLiA, Kamila Świder. - Naszą uwagę zwróciły też powybijane szyby w oknach.
W połowie grudnia pracownicy MZGLiA komisyjnie weszli do mieszkania przy ul. Prusa. Nikogo w nim nie zastali. Ich oczom ukazał się za to spory bałagan. 
Podłoga w pokoju zasłana była puszkami po piwie i resztkami jedzenia, na fotelu i wersalce leżały porozrzucane ubrania. Łóżko przypominało barłóg, obok którego stało wiaderko z ekskrementami. Jak się później okazało ktoś zorganizował sobie taką podręczną toaletę, ponieważ muszla klozetowa na półpiętrze była przepełniona. W łazience nie było wcale lepiej, na podłodze i w wannie leżały kępki ściętych włosów.
Inspektorzy nie widzieli innej możliwości, jak tylko zamknąć lokal. Mieszkanie w takich warunkach stwarza bowiem nie tylko zagrożenie epidemiologiczne, ale też pożarowe.
Z rozmów z sąsiadami dowiedzieli się, że 52-latek mieszka od roku sam. Wcześniej prawdopodobnie to jego żona trzymała mieszkanie w ryzach oraz dbała o regularne opłacanie czynszu. Kiedy w styczniu 2017 roku trafiła do szpitala, mąż przestał płacić i dbać o porządek.
- Pan w końcu przyszedł do nas po klucze do lokalu. Obiecał, że posprząta i do końca roku zaprosi nas na kontrolę - mówi inspektor Świder. - Wydawało nam się, że zrozumiał błąd. Dyrektor Kobylec dał mu szansę, ostrzegając, że jeśli zostanie zmarnowana, mężczyznę czeka eksmisja.
Najwyraźniej mężczyzna nie wziął sobie tych słów do serca. Więcej nie skontaktował się z pracownikami MZGLiA.
Dyrektor Mieczysław Kobylec nie potrafi zrozumieć takiego postępowania.
- Proponowałem zamianę mieszkania na mniejsze, zachęcałem, by ten pan wziął się w końcu w garść. Jego emerytura pozwalała mu żyć na poziomie. Niestety, on na nic się nie godził. Zamiast z nami współpracować, pozakładał kłódki i skoble na drzwi. Nie mogliśmy mu pozwolić dłużej mieszkać w takich warunkach.
Dyrektor dał 52-latkowi ostatnią szansę, licząc, że ten się opamięta. Jeśli po Nowym Roku lokal przy ul. Prusa nie zostanie doprowadzony do porządku, MZGLiA wystąpi do sądu z wnioskiem o eksmisję kłopotliwego użytkownika z  lokalu.
/pg/        
foto: MZGLiA

Galeria

wstecz