Dzisiaj jest Czwartek 19 kwietnia 2018
tel. 32 332 63 77 e-mail: redakcja@przegladlokalny.eu

Raczkujący interes

Bywa, że spotykają się w piżamach. Na odwrocie ich biznesplanu były ślady zupy i odrysowane dłonie. – Robimy z Magdą takie rzeczy, że jakby nas ktoś posłuchał, pomyślałby, że to niemożliwe, że tak się nie da – opowiada Karolina Ochman
Mleko matki jest bezsprzecznie najlepsze – przekonują do tego lekarze, fundacje, kampanie społeczne. Dlaczego jednak karmiąca kobieta ma wiecznie chodzić w dresach czy wdziankach przypominających worki? Czemu tak trudno o szykowną sukienkę, w której można by w każdej chwili łatwo i dyskretnie przystawić dziecko do piersi? Dwie młode mamy z Pilchowic, Karolina Ochman i Magdalena Jurczyga-Błaszak, stwierdziły, że nie ma wyjścia – trzeba wziąć się za ten biznes. Otworzyły sklep internetowy z odzieżą dla karmiących.

Mlekiem w jedwabiach
Impulsem do działania były dzieci. Karolina po raz drugi została mamą (Agatka ma 15 miesięcy). Nieco później Magda urodziła swoje trzecie dziecko – Jaśka (dziś już prawie rocznego). Wkrótce po dzieciach, przy herbacie, narodził się pomysł, który okazał się początkiem przygody. – Nie miałyśmy w co się ubrać na chrzciny – opowiada Karolina. – Chodziłyśmy po sklepach, szukałyśmy, niczego nie było. Słyszałyśmy, że wiele pań ma podobny problem, ale wszystko, na co mogą liczyć, to ubrania ciążowe z możliwością karmienia.
Czyli sukienki à la namiot, ewentualnie sportowe wdzianka z dżerseju. Z rozmów ze znajomymi pilchowiczanki zorientowały się, że wiele mam dostrzega te rynkowe braki. Po porodzie, gdy figura jest już nie ciążowa, ale jeszcze daleka od ideału, kobiety chcą dobrze wyglądać, zwłaszcza podczas niecodziennych okazji. Potrzebują więc strojów, które nieco zatuszują tymczasowe niedoskonałości, podkreślą kobiecość, będą eleganckie, a zarazem wygodne.
Skoro obie są na macierzyńskim, może by spróbować wypełnić tę rynkową niszę? Mając poparcie mężów, szybko zabrały się do dzieła. Pomysł zrodził się w kwietniu, a już we wrześniu ruszył sklep internetowy. Nazwę – „Silk and Milk”, czyli „jedwab i mleko” – wymyśliły same. 10 września wystartowały ze sprzedażą na targach w Katowicach.

Testowane na sobie
Magda, pracowniczka korporacji i Karolina, nauczycielka w przedszkolu, rozpoczynając nowy rozdział nie spodziewały się, że będzie to nowe doświadczenie na tak wielu polach. Dotąd często robiły zakupy w sieci, jednak dopiero przy tworzeniu własnej strony dowiedziały się w pełni, jak to działa. Niemal wszystko robią same: wymyślają projekty, wybierają tkaniny, same też znalazły dwie lokalne szwalnie, z którymi współpracują. Same też chodzą w uszytych modelach, aby sprawdzić, jak się udały – czy tkanina się nie gniecie, czy wygodnie się karmi. Biznes-mamy wybierają nowoczesne i przyjazne tkaniny. Inspirują się nowoczesnymi trendami, jednak nie do końca kierują się nimi. Stawiają na to, co same chciałyby nosić. Z założenia sukienki mają być na tyle uniwersalne, aby panie chodziły w nich chętnie nie tylko w okresie laktacji, ale i później. 
- Każda rzecz jest mocno przepracowana – zapewnia Karolina Ochman. – Jeśli sukienka zbiegła się nam w praniu, wiadomo, że ten materiał się nie nadaje. Same wymyśliłyśmy niektóre rozwiązania, aby kobiety mogły karmić wygodnie, intymnie, komfortowo, także w miejscu publicznym, bez konieczności obnażania się. 
Pierwsze klientki znalazły się wśród znajomych metodą poczty pantoflowej. Od września wszystko przyspieszyło. Powodzenie na kolejnych targach – w Katowicach, Wrocławiu, Gdańsku, Nowym Sączu, Warszawie – to dowód, że wybrały dobrą drogę. Na najmniejszych stoiskach, takich „dwa na dwa”, pilchowiczanki są w stanie urządzić przymierzalnię, lustro, ladę. W stolicy, mimo dużej konkurencji, ilość klientek przerosła oczekiwania – model najbardziej lubianej sukienki błyskawicznie się wyprzedał, a kolejne panie składały zamówienia „na zeszyt”.

Maile między karmieniami
Obie biznes-mamy podkreślają, jak ważne jest to, że działają razem, że mogą polegać na sobie nawzajem. Ich życiowe drogi zawsze biegły gdzieś blisko siebie. Wychowały się na tym samym kopalnianym osiedlu w Pilchowicach. Potem, w dorosłym życiu, każda z nich wróciła do Pilchowic i ponownie się odnalazły. Zaprzyjaźniły się ich dzieci, mężowie – i tak zostało. Spędzają razem każde wakacje i dużo wolnego czasu, gdy trzeba, pilnują sobie nawzajem dzieci. Teraz dodatkowym spoiwem jest e-sklep. 
- Nie widzę tego biznesu w pojedynkę – mówi Magda. – To ogrom pracy, trzeba podejmować różne decyzje, mnie samej byłoby o wiele trudniej. 
Doskonale się uzupełniają, dzieląc się intuicyjnie różnymi zadaniami. Świetnie się też rozumieją jako mamy, włączając opiekę nad maluchami w rytm pracy. Jak mówią, ich biznesplan powstał na kartce, na odwrocie której były odrysowane rączki dzieci i ślady zupy. 

Gdy zaczynały biznesową przygodę, niemowlęta dużo spały, teraz już jest inaczej. Na dyskusje i plany mamy znajdują czas dopiero o 21.00 i później, więc bywa, że spotykają się w piżamach. Maile wysyłają między karmieniami.
- Robimy z Magdą takie rzeczy, że jakby nas ktoś posłuchał, pomyślałby, że to niemożliwe, że tak się nie da – opowiada Karolina. –  Z dziećmi jeździmy po tych wszystkich szwalniach, hurtowniach, a one nam jakoś na to pozwalają. W jednej z hurtowni panie jak tylko nas widzą, od razu robią nam kawę, jeżdżą z maluchami wózkami, a my dzięki temu możemy biegać i wybierać tkaniny. Gdzie my je już przewijałyśmy – to też magia! 

Dziewczyny, powodzenia!
Owszem, były już momenty kryzysowe, kiedy człowiek się zastanawiał, czy to ma sens. Jednak spadki formy nie zdarzają się jednocześnie u obu. Wtedy jedna wyciąga drugą, przekonując, że będzie lepiej.
W przeddzień niedawnych warszawskich targów, spacerując wieczorem po stolicy, Karolina i Magda poprosiły przechodzącą akurat kobietę o zrobienie zdjęcia. Oddając aparat, nieznajoma powiedziała znienacka: „Dziewczyny, powodzenia!”. Tego samego wieczoru natknęły się na wielką planszę z reprodukcją dzieła Wyspiańskiego, przedstawiającego karmiącą z dzieckiem. Obie te niemal magiczne chwile wyglądały jak znaki, że pilchowiczanki wybrały dobrą drogę. Sukces sprzedażowy następnego dnia utwierdził je w tym przekonaniu.
Choć są firmą, nomen-omen, raczkującą, mają już grono stałych klientek, głowy pełne pomysłów i pierwsze branżowe kontakty. Ich plany na przyszły rok to rozszerzenie sprzedaży za granicę. Widzą, że to, co robią, ma sens. Wierzą, że ta przygoda się szybko nie skończy.

Mirella Napolska

Foto: arch. prywatne

Galeria

wstecz