Dzisiaj jest Wtorek 22 maja 2018
tel. 32 332 63 77 e-mail: redakcja@przegladlokalny.eu

Akcja trwa do końca

Szli tam, skąd inni uciekali. Nigdy nie wiedzieli, co spotka ich na dole, czy uda im się wrócić. W maskach tlenowych, w mroku, krok po kroku szukali żywych kolegów. - Bo akcja zawsze trwała do samego końca... - mówi Edward Didek, emerytowany ratownik. - Nie można zostawić człowieka na dole... nie można...
Są takie akcje, które pamięta się przez całe życie. Nie chcą wyjść z głowy. Jak ta w 1975 roku, w kopalni Manifestu Lipcowego, obecnie Zofiówka.
- Zapalił się główny taśmociąg. Cała kopalnia stanęła. Brakowało tlenu. Temperatura była tak wysoka, że ratownicy nie chcieli od razu wejść do tunelu w obawie, że skleją się im pochłaniacze. Musieli czekać, aż nurkowie postawią tamę na wylocie - opowiada Edward Didek. - Dwóch ratowników z kopalni Knurów-Szczygłowice dostało wtedy odznaczenia za tę akcję.
Pan Edward wypomina też wybuch metanu i pyłu węglowego w kopalni Bielszowice. W katastrofie zginęło 8 górników. 
- Gdy wybucha metan, idzie taki ogień, że wypala tlen. Niewyobrażalne zniszczenia. Trudno to nawet opisać! Pamiętam, mieliśmy dyżur w Zabrzu. Telefon i w drogę. Ruszyliśmy tak jak staliśmy. W autobusie czekały ubrania, sprzęt. Ubieraliśmy się w drodze. Liczyła się każda minuta - wspomina knurowianin. -  Nie było czasu, aby myśleć, zastanawiać się, co nas tam spotka. I nawet jeśli zachowujemy wszystkie zasady bezpieczeństwa, zagrożenie może się pojawić praktycznie w każdym momencie, bo górotwór jest nieprzewidywalny.
Pod ziemią często brakuje tlenu lub nie ma go wcale. Wtedy życie ratuje sprzęt.
- Trzeba było uważać, aby wystarczyło tlenu na dojście do poszkodowanych, ale i powrót. Ale to już zastępowi czuwali, odpowiedzialni za ludzi, którzy z nimi szli - opowiada pan Didek. - Gdy zadymienie było większe, wiązaliśmy się linami, aby mieć się w zasięgu wzroku. Jeden trzymał się drugiego, bo wystarczyło niewiele, aby gdzieś skręcić i  zgubić się w tych ciemnościach.
Stres towarzyszył ratownikom nieustannie. Nigdy to końca nie było wiadomo co ich na dole spotka. Cel był jeden - uratować kogo się da. 
- Nie zawsze udawało się wyciągnąć górników, ale akcja trwała do samego końca. Nie można nikogo zostawić na dole. Nie można... - emocje sprzed lat wracają do pana Edwarda.
Ratownicy rzadko rozmawiali po akcji. Woleli żartować, szybko zapomnieć i wrócić do domu.
- Nieraz nic się w domu nie mówiło. Rodzina nie wiedziała, więc była spokojniejsza. Czasem tylko ktoś zapytał, dlaczego tak późno - mówi knurowianin.

Karczma wspomnień
Pan Edward 20 lat przepracował jako ratownik. Od 9 lat blisko Barbórki organizuje karczmę dla współpracowników.
- Kiedyś kolega zapytał, czy my musimy się spotykać tylko na pogrzebach? Nasz szef wentylacji podchwycił i zaproponował coroczne spotkania przez barbórką. I tak się spotykamy - śmieje się pan Didek.
- Stres, w jakim pracują ratownicy podczas akcji, i zaufanie, którym muszą się obdarzyć, wywiera mocny wpływ na ich życia. I pewnie dlatego, mimo upływu lat, wciąż mamy ochotę się spotkać i wspominać - dodaje.
jb


Ratownictwo górnicze ma trzystopniową organizację. Najważniejsza jest Centralna Stacja Ratownictwa Górniczego (pracują tu ratownicy zawodowi, zabezpieczając kopalnie przez 24 godziny), dalej Okręgowa Stację Rat. Gór. oraz Kopalniane Stacje Rat. Gór. (na każdej kopalni dyżurują na zmianie dwa zastępy. Oprócz zastępów, na kopalniach jest przeszkolonych około 300 osób, które w razie potrzeby mogą zostać wezwane do akcji ratowniczej). Ratownictwo górnicze działa w krajowym systemie ratowniczo-gaśniczym, więc w każdej chwili mogą służyć pomocą w czasie katastrof i innych pożarowych zagrożeń. Ratownicy z knurowskich kopalni pomagają również sąsiednim kopalniom i w razie czego, mogą liczyć na wzajemność. Pogotowie zastępów ratowniczych, CSRG i OSRG działają natychmiast, dzięki czemu kopalnia ma czas, aby zorganizować większą ilość własnych zastępów. Ratownicy przechodzą dokładne badania i nieustannie się szkolą. To praca w wielkim stresie. Tylko dla zdrowych ludzi z mocnymi nerwami.

Galeria

wstecz