Dzisiaj jest Piątek 18 sierpnia 2017
tel. 32 332 63 77 e-mail: redakcja@przegladlokalny.eu

Północ warta zachodu

- Jeśli poradziłeś sobie w górach, to w życiu też sobie poradzisz. Zresztą każdy himalaista to powie: jeśli nie złamało cię pięć dni w skale, bez wody i jedzenia -  to co może cię złamać – mówi Łukasz Czubak. Knurowianin samotnie przemierzył Szkocję: zdobył sześć szczytów i przejechał 700 kilometrów na rowerze

W podróży człowiek zauważa więcej. Opuszcza bezpieczną, oswojoną domową przystań i wyrusza na spotkanie miejscom obcym, zmuszającym również do konfrontacji z samym sobą. Bo wnętrze człowieka jest równie nieznane jak otaczający go świat i wymagające poznania.  Łukasz Czubak uważa, że podróżowanie, szczególnie samotne, to rodzaj medytacji.
- Podczas wypraw, w trasie, nigdy nie słucham muzyki, bo lubię przeżywać każdy dźwięk wokół, zawieszam się na krajobrazie, odsuwam złogi malkontenctwa. Na co dzień dużo pracuję, zbyt dużo, i każda podróż pomaga mi odciąć się od tego, co było, nabrać nowych sił – opowiada knurowianin.

W drodze
Trzy lata temu Łukasz przeszedł samotnie szkocką wyspę Skye. Piękno tego miejsca tak go uderzyło, że postanowił wrócić. Na przełomie kwietnia i maja ponownie wyruszył szukać zachwytów i olśnień wśród spowitych mgłą gór i nostalgicznych wrzosowisk. Wyprawa trwała 11 dni. Celem były górzyste tereny na północy Szkocji zwane Highlands. Łukasz chciał przejechać je na rowerze i wejść na 10 najpiękniejszych szczytów – zdobył 6, w tym wymarzony Suilven. Pierwszy etap podróży: lądowanie w Glasgow. Potem rower i w drogę, na Północ. 
- Drogi w Highlandach są piękne – polecałbym to miejsce każdemu, kto chce pojeździć po ładnym asfalcie i nie narażać się na wdychanie spalin.  Jedzie się wzdłuż pięknych zatok, gór, jezior. Kierowcy są bardzo życzliwi – dużo ludzi podróżuje kamperami, często też podnosi się rękę i pozdrawia innych rowerzystów. Tylko ten wiatr! – opowiada Łukasz. 
Surowe piękno krajobrazu zachwyca i potęguje doświadczenia – każdy dzień ma znaczenie, każdy zdobyty szczyt olśniewa. 
- Wchodzisz na górę, a dookoła ciebie nie ma nic – widzisz tylko jeziora, wrzosowiska i inne szczyty, a przecież wciąż jesteś blisko cywilizacji. Na każdym szczycie rozglądałem się wokół i mówiłem: „wow”. Potem schodziłem z myślę, że dzisiaj już nic mnie nie zaskoczy, po czym wyjeżdżałem zza zakrętu i znowu czułem się jak przedszkolak: oczarowany i zachwycony – wspomina knurowianin. 
Pod koniec wyprawy Łukasz wszedł na górę, o której marzył jeszcze w Polsce – majestatyczny Suilven. 
- Czekałem na niego - śmieje się Łukasz. – Piękna samotna góra wśród wrzosowisk. Zobaczyłem ją już z przedostatniego szczytu – i nie mogłem w to uwierzyć, paliła się! W pubie, w wiosce obok góry, usłyszałem od miejscowych, że pewnie wypalają trawę. Rozbiłem namiot na miejscowym boisku, przypominającym to naszej Concordii. Rano ruszyłem w drogę. Wchodząc na szczyt, widziałem wypaloną trawę, ale na szczęście udało się wejść. 
Szczyty w Szkocji zaskakują nieregularną budową i ciekawymi kształtami. Aby zobaczyć, jakie są naprawdę, trzeba podejść bliżej.

Nocleg z iluzjonistą
W Szkocji nocleg to nie problem, można bowiem nocować na dziko pod namiotem, dla podróżników przygotowano  również pola namiotowe oraz tzw. bothy, czyli domy niegdyś opuszczone przez Szkotów i zagospodarowane na potrzeby turystyczne - choć warunki są tu spartańskie. Można w nich spać na darmo, ale należy przestrzegać pewnych zasad – przede wszystkim nie śmiecić i zachować miejsce w stanie, jakim się je zastało. Łukaszowi zdarzyło się spać w takim miejscu.
- Raz był to kamienny szkocki domek, bez podłogi, tylko ziemia i drabinka na poddasze. Na górze mieścił się kominek, sznurki, aby rozwiesić ewentualne mokre ubrania, i fotel. Podczas wcześniejszej wyprawy zatrzymałem się w bothy, starej budce strażniczej. Dobre miejsce do obserwowania waleni, ale była mgła, więc nic nie widziałem – śmieje się knurowianin.  – Spałem tam z ciekawymi ludźmi, m.in. z iluzjonistą z Edynburga i geologami ze Szwajcarii. 
Turystów ciągnie do Szkocji pomimo kiepskiej pogody. Jeśli w czasie tygodniowej wycieczki trafi nam się choć jeden słoneczny dzień, możemy uważać się za szczęściarzy.
- Kiedy byłem pierwszy raz w Szkocji miałem dwa dni totalnej ulewy, dwa dni spędziłem pod dachem, bo nie dało się iść. Szczególnie pamiętam jeden dzień: jestem na nędznym polu namiotowym, została mi ostatnia zmiana bielizny, stoję przy suszarce, próbując choć trochę wysuszyć mokre ubranie, i wtedy zacząłem rozmawiać z panią z Irlandii, która podróżowała z mężem. Żalę się jej, że taki zmęczony i mokry jestem. A ona tak na mnie patrzy i mówi: „Ale przecież wiesz, że do Szkocji nie przyjeżdża się dla pogody, tylko dla widoków” – wspomina knurowianin.  - Więc jadąc to Szkocji, trzeba zaakceptować fakt, że pogoda na pewno się zepsuje. 
Wyprawa, choć szkockie szczyty przekraczają ledwie 1000 metrów, wymagała dobrej kondycji fizycznej i hartu ducha. Budzik codziennie dzwonił o godz. 5.30. Śniadanie, pakowanie namiotu, na rower i w drogę. Następnie wejście na szczyt, zejście (około 5-6 godzin) i dalej w drogę. Na nocleg Łukasz docierał wieczorem. Sił starczało jedynie na kąpiel i kolację. 

Po swojemu
Samotność podróżowania uczą zaufania do swoich sił i zdrowego rozsądku. 
- Jak w życiu: nie zawsze jesteśmy z kimś, czasami są sytuacje, gdy musimy poradzić sobie samemu. Samotne wyprawy mocno cię do tego przygotowują - masz mentalną podbudowę, wiesz w ilu trudnych momentach sobie poradziłeś, więc w życiu, takim codziennym, też sobie poradzisz – uważa Łukasz. - Zresztą każdy himalaista to powie: jeśli nie złamało się pięć dni w skale, bez picia i bez jedzenia – to co się może złamać! 
Każda wyprawa rodzi nowe przemyślenia, nowe spojrzenie na codzienność.
- Lepiej poznajesz siebie. Zaczynasz widzieć, że choć czasem jesteś zdenerwowany, gdy kolejny raz musisz odprowadzić dziecko do przedszkola po nieprzespanej nocy, to wystarczą dwa, trzy dni bez rodziny i zaczynasz odczuwać pustkę – mówi knurowianin.
Łukasz odkrywa świat po swojemu, idzie po szlakach, które sam wytycza. W planach ma kolejne wyprawy. Chciałby wrócić w dzikie Karpaty, na Ukrainę i znowu się zachwycić i znowu pozwolić się olśnić…
Jb, foto: Łukasz Czubak



Łukasz Czubak sporo chodzi po górach, trochę jeździ na rowerze, trochę pisze. Na co dzień pracuje jako copywriter w reklamie, od weekendu poza miastem. Lubi psy, kocha święty spokój, nie znosi siedzenia w miejscu. Podróżuje po swojemu, często samotnie, często tam, gdzie go ciekawość poniesie. Samotnie przeszedł Główny Szlak Beskidzki, Wyspę Skye, a wspólnie z przyjacielem objechał ukraińskie i rumuńskie Karpaty. Wyznawca idei biketrekingu łączącego jazdę na rowerze z pieszymi wędrówkami górskimi. Autor bloga mountaitravelbike.com i redaktor w serwisie www.8a.pl/8academy/. 

Galeria

wstecz