Jak robiło się to kiedyś u nas? Jak oni robią to teraz? Te dwa pytania kołatały się w mojej głowie śledząc przebieg turnieju im. Tadeusza Wierciocha. 
Pana Tadka poznałem jakieś trzydzieści lat temu. Kilka, może kilkanaście razy wspólnie jechaliśmy na mecz seniorów Concordii, ale zapamiętałem Go przede wszystkim, jako działacza, którego oczkiem w głowie było szkolenie dzieci i młodzieży. Nie było wtedy Centralnej Ligi Juniorów, ale była Międzywojewódzka Liga Juniorów, czyli tak zwana „emka”. I w tejże „emce”, najwyższej klasie rozgrywkowej juniorów w naszym regionie, pierwsze poważne piłkarskie szlify otrzymywali w Knurowie ci, którzy później mieli okazję grać na najwyższym ligowym poziomie w naszym kraju. Nie tylko zresztą w naszym kraju. 
Obecnie też mamy kilku piłkarzy rodem z Knurowa w klubach szczebla centralnego, ale to nie powód, by osiąść na laurach. Nie od dzisiaj przecież wiadomo, że kto stoi w miejscu, ten się cofa. 
Wiele do myślenia dał przyjazd Rozwoju Katowice na ostatni turniej im. Tadeusza Wierciocha. Trener tej drużyny - Sławomir Mogilan powiedział mi na powitanie: najważniejsze, by zawodnicy mieli radość z gry. 
To jego motto poparte bardzo dobrym szkoleniem młodego kandydata na piłkarza. 
Pracy Sławka przyglądam się od kilkunastu lat. Poznałem go, gdy przyjechał z rocznikiem 1994 i młodziutkim Milikiem, by dać lekcję na trawie Concordii z tego samego rocznika, która w swojej lidze nie miała sobie równych. 
Minęło kilkanaście lat i teraz, z innym już rocznikiem, Sławek Mogilan przyjechał do Knurowa, by w finale turnieju im. Tadeusza Wierciocha rozgromić APN 8:0. 
Ów finał, ale i inne wyniki osiągane przez Rozwój zarówno w lidze, jak i w turniejach świadczą o tym, że w Katowicach znają przepis na radość z gry. 
To dobrze, że taka drużyna jest zapraszana do Knurowa, bo jak się uczyć to od lepszych.