Jurek i Józek to fajne chłopaki. Wychowani w treningowym reżimie. Na początku swej przygody anonimowi, jak zdecydowana większość kandydatów na mistrzów. Z każdym rokiem byli jednak krok przed rówieśnikami. Najpierw krok, później dwa, by w pewnym momencie dostąpić zaszczytu reprezentowania Polski na najważniejszych imprezach. Ta sztuka udaje się nielicznym. Jerzy Dudek i Józef Gilewski dokonali tego. 
Spotkaliśmy się niedawno, bo chętnie odpowiedzieli na zaproszenie i kilka godzin spędzili z nastolatkami, którzy - tak jak oni przed laty - marzą o tym, by wystąpić z orzełkiem na piersi. 
Ci nastoletni dzisiaj kandydaci na reprezentantów nie mają prawa pamiętać występów bramkarza i pięściarza, bo nie było ich wtedy na świecie. Ale spotkanie z nimi i przybicie „piątki” może im dać wiarę, że skoro Jurkowi i Józkowi się udało, to dlaczego im miałoby się nie udać. 
Taki pozytywny kop, szczególnie dla dzieci z mniejszych klubów, może się okazać doskonałym uzupełnieniem posiadanych już umiejętności. I oby tak się stało, bo cóż może być lepszego od spełnienia marzeń.