Niekiedy tak mam, że ogarnia mnie tęsknota za knurowską piłką w wydaniu seniorskim. Na moment przestaję się interesować reprezentacją i rodzimą ekstraklasą, a nawet Bundesligą, Premier League i Serie A, natomiast koncentruję się na meczach może mniej atrakcyjnych, ale z podtekstem knurowskim. W poszukiwaniu takiego piłkarskiego wydarzenia trafiłem w minioną niedzielę do... Sosnowca. 
Dlaczego Sosnowiec? Ano dlatego, że Zagłębie grało z Odrą Opole. Mniej zorientowani w temacie zapytają, gdzie tu podtekst knurowski? Już wyjaśniam. 
Ów mecz zgromadził na murawie i ławkach trenerskich aż czterech byłych piłkarzy Concordii. Szkoleniowcem Zagłębia jest przecież Dariusz Dudek, z kolei trenerem Odry - Mirosław Smyła. Ponadto z kapitańską opaską w opolskiej drużyny gra Mateusz Bodzioch, a w roli lewego defensora występuje Łukasz Winiarczyk. 
Można powiedzieć, że szanse nie były równe, bo trzech z Odry zagrało przeciwko jednemu z Zagłębia, ale po ostatnim gwizdku sędziego ręce w geście triumfu podniósł Dariusz Dudek. Dla tego trenera był to mecz szczególny z kilku względów. Po pierwsze, po zwycięstwie jego zespół wciąż liczy się w walce o awans do ekstraklasy. Po drugie, pokonał drużynę prowadzoną przez wieloletniego kumpla z boiska, z którym znają się jak przysłowiowe łyse konie. I wreszcie po trzecie, jego podopieczni zdobywając trzy punkty zrobili mu wymarzony prezent urodzinowy. 
Na zakończenie informacja z przymrużeniem oka. By przekroczyć granicę między Katowicami i Zagłębiem Dąbrowskim nie potrzebowałem paszportu.