Dzisiaj jest Wtorek 23 stycznia 2018
tel. 32 332 63 77 e-mail: redakcja@przegladlokalny.eu

Z archiwum 997

Od tragicznej śmierci Leopolda Smolnika z Gierałtowic minęło 25 lat. Wciąż nie udało się ustalić personaliów sprawcy bestialskiego mordu, mimo że policjanci zabezpieczyli rzeczy, które porzucił w domu ofiary
Leopold Smolnik mieszkał  w starym domu z czerwonej cegły, położonym z dala od centrum Gierałtowic. Miał 67 lat. Od śmierci ojca mieszkał sam. Przed 43 laty rozszedł się z żoną, z którą miał jedno dziecko. Nie utrzymywał kontaktów z rodziną. Od 1988 roku wiódł spokojne życie górniczego emeryta. Był typowym samotnikiem. Unikał sąsiadów, wśród których uchodził za dziwaka i do przesady oszczędnego sknerę.
Tym większe było zdziwienie jednego z nich, gdy zauważył, że od 3 dni w domu Smolnika pali się światło. 21 grudnia 1992 roku zaniepokojony sąsiad zawiadomił krewnych pana Leopolda. Kiedy razem udali się do jego domu, ich uwagę zwróciło przymknięte okno do łazienki. W sieni, na ławce leżały zwłoki 67-latka. Emeryt otrzymał kilka ciosów nożem i uderzeń metalową kulą inwalidzką. Bronił się przed napastnikiem, o czym świadczyły ślady walki w całym domu.
Ostatni raz Leopolda Smolnika widziano 17 grudnia, gdy kupował chleb. Policjanci założyli więc, że do zabójstwa musiało dojść wieczorem. Śledczy nie ustalili, co zabójca zabrał z domu ofiary, zabezpieczyli to, co zostawił: jasnobrązową torbę skórzaną z monogramem  BB lub JB na klapie oraz bawełnianą koszulkę z napisem "Happy".
Policyjne dochodzenie wykazało, że od 15 do 17 grudnia 1992 roku w Gierałtowicach przebywała grupa Rumunów (mężczyzn, kobiet i dzieci). Odwiedzali poszczególne domy, prosząc o pomoc finansową i materialną. W dniu zabójstwa świadkowie widzieli mężczyznę z torbą podobną do tej, którą policja znalazła w domu Smolnika. W okresie przedświątecznym po Gierałtowicach jeździł biały mercedes z Cyganami, handlującymi swetrami i firankami.
W kwietniu 1993 roku sprawę zabójstwa z Gierałtowic przypomniał magazyn kryminalny "997" Michała Fajbusiewicza. Podano wówczas informację o przypuszczalnym związku tej sprawy z zabójstwem emeryta ze Stanowic (Eugeniusza Ślosarza), który handlował na rybnickim targu z Rosjanami i Rumunami. Zginął od ciosu nożem, kiedy nieopatrznie otworzył drzwi bandytom.
Niestety, ani portret pamięciowy, ani telewizyjny program nie doprowadziły do przełomu w sprawie, która przedawni się za 5 lat. Nadzieją na jej wyjaśnienie jest katowickie Archiwum X, badające zbrodnie sprzed lat za pomocą nowoczesnych technik: analizy kodu DNA i Automatycznego Systemu Informacji Daktyloskopijnej.
/pg/

Galeria

wstecz