Dzisiaj jest Piątek 20 października 2017
tel. 32 332 63 77 e-mail: redakcja@przegladlokalny.eu

Zginiemy bez pszczół

Dziś, 8 sierpnia obchodzimy Wielki Dzień Pszczół – w całej Polsce organizowane są warsztaty, spotkania, gry terenowe, a my przypominamy rozmowę z Andrzejem Kopernikiem, prezesem Rejonowego Koła Pszczelarzy w Knurowie

Paweł Gradek: - Jak pszczelarstwo wyglądało kilkadziesiąt lat temu?

Andrzej Kopernik, prezes Rejonowego Koła Pszczelarzy w Knurowie: 
- Jeszcze 40 lat temu niemal wszystko musieliśmy robić sami: ule, miodarki, podkurzacze, podgrzewacze, a nawet ubiory. Mam do dziś dwa ule wykonane przez mojego ojca. Zostawiłem je sobie na pamiątkę.
Dzięki naukowcom pszczelarstwo bardzo się rozwinęło. Niestety, coraz częściej słyszy się, że pszczoły mają się w mieście lepiej niż na wsi.

- Dlaczego?

- W mieście rzadko stosuje się opryski. A na wsiach? Proszę spojrzeć na okolicę. Na polach mało co rośnie. Ludzie wycinają sady, bo kto będzie zbierał owoce? Lepiej posadzić iglaki. Nie ma z nimi roboty, a i trawę łatwiej wtedy kosić. W okolicy były kiedyś pastwiska, na których pasły się krowy. Teraz krowy nie dojrzysz. Łąk, jakie pamiętam z dzieciństwa, też już nie ma. Coraz więcej terenów przeznacza się pod zabudowę. Niedługo trzeba będzie się stąd wynosić, bo pszczoły zaczną ludziom przeszkadzać.

- Czy pszczoły poradziłyby sobie bez człowieka?

- Myślę, że raczej nie. Trzeba pomagać naturze tam, gdzie nie jest w stanie sobie sama poradzić. Chodzi tu głównie o choroby, które dziesiątkują roje. Z warrozą, czyli pasożytem żywiącym się hemolimfą pszczół, walczymy kilkanaście lat. To trudny przeciwnik. Dzięki nauce jest szansa, żeby pszczoły przeżyją. Ludzie muszą sobie jednak uświadomić, ile zależy od pszczół. Ostatnio przeczytałem, że roczną pracę pszczół w Polsce oszacowano na 4,5 mld zł.
Mamy wsparcie Unii, państwa. Będzie dobrze. Jak będzie źle, to jak powiedział Einstein, 4 lata i nas nie ma.
Niedawno kolega poinformował mnie, że w okolicach Pyskowic i Pławniowic wystąpiły ogniska zgnilca. W takim przypadku zarażone pszczoły trzeba zniszczyć przez wysiarkowanie, aby choroba nie rozniosła się na inne pasieki.  
Słyszałem, że ponoć pszczoły wracają z uli do lasów. Kiedyś byłem na grzybach i zobaczyłem, że z nory w ziemi wychodzi pszczoła. Na odnóżach miała pyłek!

- Czy fakt, że znajdujemy się na Śląsku, ma wpływ na miód?

- Środowisko jest na pewno bardziej zanieczyszczone niż w innych regionach, choć widać znaczącą poprawę. Pszczoła filtruje miód z zanieczyszczeń, a skoro sobie z tym radzi i wytrzymuje, to nie jest u nas najgorzej.

- Co Pan myśli, mijając w markecie półki z miodem?

- Jeżeli widzę w styczniu lub późną jesienią miód w stanie płynnym, to wiem, że to nie miód, a słodzik. Prawdziwy miód powinien prędzej czy później skrystalizować. Miałem takie przypadki, kiedy kobieta mi mówi: "Ja już od pana miodu nie wezmę, bo ja łyżkę łamię jak go chcę wybrać ze słoika".
Wiosenne miody, z uwagi na dużą ilość glukozy, krystalizują bardzo szybko - nawet w ciągu tygodnia. Te późniejsze trochę wolniej. Najdłużej krystalizuje miód akacjowy.

- Ponoć praca w pasiece służy zdrowiu...

- Mówi się, że pszczelarze dożywają długich lat. Ojciec dożył prawie 90 lat. Po sobie widzę, że mogę się wyciszyć i zrelaksować. Uodporniłem się na pszczeli jad. Pszczoła człowieka nie skrzywdzi. Atakuje, kiedy czuje zagrożenie. Nie stosuję kosmetyków, żeby nie drażnić pszczół. Miętą i melisą natrę ręce i jest spoko. A jak już nawet jakaś użądli, to dla zdrowia.
Obecnie furorę robi apiterapia. Często sięga po nią medycyna. Miód, propolis, pyłek, wosk a nawet jad pomagają na wiele schorzeń.
Pamiętam, że kiedyś  prowadzono w kopalni "Szczygłowice" eksperyment polegający na podawaniu do wypicia górnikom zjeżdżającym pod ziemię wody mineralnej z miodem. Wiadomo, miód regeneruje siły. Robiono to przez długi czas, badając wpływ miodu na pracowników fizycznych. W tej chwili już tego nie ma, ale wyniki tych badań były obiecujące. 
Miód warto stosować też profilaktycznie. Zresztą mój ojciec powtarzał, że leczyć się trzeba jak jest człowiek zdrowy, jak jest chory - wtedy jest za późno.

- To on zaszczepił w Panu miłość do pszczół?

- Najpierw byłem jego pomocnikiem i uczniem. Wtedy to była dla mnie największa kara. Koledzy szli na stawy kąpać się albo kopać piłkę, a ja musiałem iść do pasieki. Buntowałem się, aż po latach zrozumiałem, jaki ojciec miał w tym plan. Po wielu latach przekazał mi swoją pasiekę, mówiąc: "Albo to będziesz trzymał, albo to zniszczysz".
Postanowiłem nieco ją unowocześnić. Kupiłem 5 uli i przeniosłem do nich pszczoły z uli ojca. Kiedy ojciec przyszedł zobaczyć, jak gospodarzę, zapadła konsternacja. "Po coś to kupował, jak tu masz moje?" - zapytał. - "Szkoda pieniędzy". Wytłumaczyłem, że pora trochę to unowocześnić. Poprosił, żebym pokazał mu, jak w takim ulu wygląda. Zdjąłem daszek i tłumaczę, że w takim ulu 10 ramek widzę z góry. Tam, gdzie najwięcej pszczół, tam jest matka. Wyciągam ramkę, pokazuję. "Ani minuta to trwało" - powiedział ojciec. - "Ja godzinę w swoim kopałem, zanim matkę znalazłem".
Poprosił, żebym wieczorem do niego przyszedł. Jak dziś pamiętam, na stole leżało 700 zł. Ojciec powiedział: "Wiesz, synku, to jest dobre, coś ty zrobił. Masz tu 700 zł i kup jeszcze 3 ule". Ucieszony powiedziałem, że dołożę drugie tyle i kupię 6.
Pszczołami zajmuję się od czasu, kiedy miałem dwadzieścia lat. Rosną mi następcy. Wnukowie w tym roku bardzo mnie zdziwili. Pomagali przy karmieniu pszczół. Nie bali się. Ubrałem ich w komże. Syn może jeszcze złapie bakcyl pszczelarstwa, zięć już ma swoje ule.

- Prezesuje Pan Rejonowemu Kołu Pszczelarzy...

- Początki Koła sięgają 1926 roku, ale prawdziwy rozkwit nastąpił, kiedy w Szczygłowicach powstała kopalnia. Tam się spotykaliśmy i wymienialiśmy doświadczeniami. Mieliśmy dotowany cukier na kartki. 
W tej chwili jest nas mniej, Koło liczy 38 członków. Są wśród nas pszczelarze przekazujący sobie pasieki z pokolenia na pokolenie. Najstarszy nasz kolega ma przeszło 80 lat, najmłodszy 27. Największe pasieki są w Stanicy (70 uli) i w Leboszowicach, gdzie ojciec z synem mają wspólnie 130 uli.
Czasy się zmieniły. Uczestniczymy w szkoleniach, pokazach i wyjazdach integracyjnych. Współpracujemy z Agencją Rynku Rolnego, dzięki czemu otrzymujemy dotacje do sprzętu pszczelarskiego i do lekarstw na pszczele choroby zwalczane z urzędu.

Rozmawiał Paweł Gradek

Galeria

wstecz